logo

    center






  • Niedziela bez zakupów?

    źródło: www.dziennikpolski24.pl; 2013-05-29


    Grupa posłów podjęła kolejną próbę zakazania niedzielnego handlu. Parlamentarzyści odwołują się do tradycji i religii, ale w debacie nie brakuje też argumentów ekonomicznych.
    Zakaz pracy w niedzielę w dużych marketach przyniesie korzyści rodzinie i małym, prywatnym sklepikom - przekonywali podczas wczorajszej konferencji prasowej posłowie, którzy przygotowali projekt zmian w Kodeksie pracy


    Zakłada on zamykanie - zakaz pracy - dużych placówek handlowych w niedzielę. Pracować będą mogły tylko małe sklepy (ich właściciele) oraz np. stacje benzynowe. Pod projektem widnieją podpisy posłów z PO, PiS, PSL oraz SP, a sami parlamentarzyści określani są jako "katoliccy".

    W niedzielę z dala od sklepu

    Rodziny będą mogły spędzić niedzielę we własnym gronie - mówił wczoraj poseł Robert Telus z PiS, przewodniczący parlamentarnego zespołu członków i sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich.
    Poselska, międzypartyjna inicjatywa to kolejna próba zakazania handlu w niedzielę. Arytmetyka sejmowa nie daje dużych szans na uchwalenie proponowanych zmian - popierają je tylko wybrani posłowie z wymienionych ugrupowań - ale już wywołała burzliwą dyskusję, która zawsze towarzyszy próbom zakazania ulubionej przez wielu Polaków niedzielnej "rozrywki", polegającej na wypadach do centrów handlowych.

    Europa unika handlu w święta

    Europa jest dość restrykcyjna wobec niedzielnego handlu. Najlepszym przykładem mogą być Niemcy, gdzie handel w niedziele dozwolony jest jedynie w wyjątkowych przypadkach - w określone dni i godziny. Choć w 2006 roku kompetencje dotyczące ustalania czasu otwarcia sklepów zostały przekazane poszczególnym landom, Niemcy nie zdecydowali się na poluzowanie zakazów. Z zasady niemieckie sklepy są więc zamknięte w niedzielę, choć wyjątkiem jest liberalny Berlin, gdzie w niektóre - nie we wszystkie - niedziele znajdziemy sklepy otwarte nawet do godziny 20.
    Całkiem odmienne podejście do czasu pracy sklepów mają nasi południowi sąsiedzi. W Czechach i na Słowacji o czasie otwarcia placówki handlowej decyduje właściciel, a hipermarkety - podobnie jak w Polsce - bywają otwarte całą dobę.
    W słynącej z wolności gospodarczej Wielkiej Brytanii nie powinniśmy mieć kłopotów z zakupami w niedzielę. Część większych sklepów może być otwarta w niedzielę.
    W latach 90. ubiegłego wieku wprowadzono jednak ograniczenie niedzielnego czasu pracy - do 6 godzin - placówek handlowych. Najbardziej liberalne przepisy mają Szkoci, zaś najwięcej restrykcji jest w Irlandii Północnej.
    W regułach dotyczących niedzielnego handlu zasadniczo różnią się dwa skandynawskie kraje: Szwecja i Norwegia. Szwedzi pozwalają handlować, choć część sklepów bywa otwartych tylko w określonych godzinach. Za to w Norwegii o ograniczaniu handlu w niedzielę myślano już w XVIII wieku - tzw. prawo o pokoju dni świątecznych. Obecnie w Norwegii w niedzielę i święta otwarte są z reguły tylko małe sklepy sprzedające najbardziej niezbędne towary - także stacje benzynowe i sklepy w centrach turystycznych.
    We Włoszech generalnie w niedzielę nie handluje się w wielkich sklepach, jednak w miejscach turystycznych handel w święta bywa dozwolony.


  • Pracownicy Tesco chcą zmian. Płace, obowiązki...

    źródło: www.m.krakow.gazeta.pl; 2013-02-26


    Podwyżka płac, zmniejszenie ilości skanowanych produktów i transakcji z ClubCard - takie m.in. postulaty na przedstawił Związek Zawodowy NSZZ "Solidarność" przy Tesco Polska sp. z o. O postulatach i sytuacji pracowników firmy po ubiegłorocznych zwolnieniach grupowych związkowcy poinformowali na czwartkowej konferencji w Krakowie.


    Na spotkaniu z zarządem Tesco Polska, które odbyło dwa dni temu w Krakowie, związkowcy przedstawili listę postulatów na rok 2013. Składają się na nie m.in. podwyżka i zniesienie regionalizacji płac, zmniejszenie ilości skanowanych produktów (z 1500 na 1200 na godzinę) oraz zmniejszenie liczby transakcji z udziałem karty ClubCard (z 60 % do 40 %). W odpowiedzi zarząd sieci handlowej zaproponował cykliczne spotkania, na których negocjowane będą warunki dalszej współpracy. Związkowcy liczą, że uda się wprowadzić zaproponowane przez nich zmiany. - Gdyby jednak rozmowy nie przyniosły oczekiwanych skutków, będziemy zmuszeni podjąć bardziej radykalne kroki - zapowiadał w czwartek Artur Basta, sekretarz przyzakładowego związku.

    Przedstawicielom "Solidarności" Tesco Polska udało się nawiązać współpracę z brytyjskim związkiem zawodowym USDAW. Reprezentanci tej organizacji pomimo wcześniejszych zapewnień nie wzięli jednak udziału w konferencji.


  • Solidarność Tesco walczy o podwyżki

    źródło: www.dziennikpolski24.pl; 2013-02-22


    Zaczynamy od rozmów z pracodawcą, ale jeśli te nie dadzą rezultatów, nie wykluczamy niczego - zapowiedzieli podczas wczorajszej konferencji związkowcy NSZZ "Solidarność" przy Tesco Polska.


    Trudne warunki pracy wynikające z malejącej liczby pracowników - na to skarżą się związkowcy. W niektórych sklepach zwolniono w ciągu kilku ostatnich lat połowę załogi. A pracy nie ubywa, pracownicy muszą wyrabiać mocno wyśrubowane normy. W ciągu godziny kasjerka ma zeskanować 1500 produktów; na dziesięciu klientów sześciu powinno mieć Club Card. - Ci, którzy nie wyrabiają norm, dostają upomnienia lub są przenoszeni na inne stanowiska, np. do układania towaru - opowiada Artur Basta, sekretarz "S".

    Może te normy mają uzasadnienie, ale pracownicy go nie znają. Nacisk zaś powoduje stres, wyczerpanie fizyczne i psychiczne, - mówi Elżbieta Jakubowska, przewodnicząca związku.

    Związkowcy przedstawili swe postulaty. Są wśród nich podwyżki - 10 proc. dla pracowników i 5 proc. dla kierowników, ujednolicenie płac we wszystkich regionach, złagodzenie norm. Sytuacja jest zła w całej branży, ale zadowolony pracownik to lepsza obsługa - mówi Sławomir Rarok, wiceprzewodniczący "S".

    Michał Sikora, rzecznik Tesco, odpiera zarzuty. Podkreśla, że dwa miesiące temu większość pracowników dostała podwyżki rzędu 3-4 procent. Poszerzony został pakiet świadczeń dodatkowych o program darmowych badań diagnostycznych.

    Jeśli chodzi o wynagrodzenia, płacimy adekwatnie do wykonywanej pracy - płaca za różną pracę w różnych sklepach może się różnić - tłumaczy Sikora. Liczba produktów skanowanych w ciągu godziny często jest błędnie interpretowana. W rzeczywistości każdy kasjer skanuje średnio 400 - 600 produktów na godzinę. W ciągu godziny kasuje produkty średnio 30 klientów.

    Na razie ustalono, że w pierwszym kwartale spotkania z pracodawcą będą odbywać się co dwa tygodnie. W tym czasie mają być wypracowane wspólne rozwiązania. Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, choć podchodzimy do tych zapowiedzi z rezerwą - mówi Jakubowska. Jeśli się to nie uda, nie wykluczamy niczego.

    Ta konferencja jest też dla klientów - by wiedzieli, że nie jesteśmy warchołami, tylko walczymy o lepsze warunki pracy - dodaje Basta.


  • Sekunda z życia kasjerki

    źródło: www.solidarnosckatowice.pl; 2013-02-06


    Nieco ponad 2 sekundy - tyle na zeskanowanie jednego produktu ma kasjerka w hipermarkecie. Jeżeli nie nadąża, czeka ją pogadanka z przełożonym, utrata premii, a nawet zwolnienie. Jak informuje Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Krajowego Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność, tzw. normy tempa skanowania funkcjonują już w większości działających w Polsce sieci hipermarketów i dyskontów spożywczych. - W Tesco norma wynosi 1500 produktów na godzinę, co w przeliczeniu daje 2,4 produktu na sekundę. Tak samo jest w marketach sieci Carrefour. W Lidlach w zależności od sklepu kasjerka musi zeskanować 30-35 produktów w ciągu minuty - wylicza Bujara.

    W naszych sklepach codziennie drukowany jest raport z wyliczeniem, jakie kto miał tempo. Następnie ten raport jest wywieszany na tablicy. Na zielono wyróżnieni są najlepsi, a na czerwono ci, którym nie udało się wyrobić normy - tłumaczy pani Ewa, kasjerka w jednym w hipermarketów sieci Tesco.

    Współczesne przodownictwo pracy
    W Tesco kasjerki, które nie wyrobią normy, wzywane są na rozmowę z przełożonym, podczas której muszą przedstawić tzw. „plan naprawczy”, czyli sposób na to, aby kasować produkty jeszcze szybciej. To są bardzo nieprzyjemne rozmowy, których wszyscy się boją. Bo przecież to, jak szybko kasujemy produkty, nie zależy tylko od nas, ale od wielu innych rzeczy, na które nie mamy wpływu. Ciężko codziennie pracować pod taką presją - mówi pani Ewa. Jak wskazuje, są produkty, których nie da się zeskanować w tak krótkim czasie. Część towarów trzeba otworzyć i sprawdzić, czy w pudełku znajduje się właściwy produkt. Z alkoholi, tekstyliów i innych bardziej wartościowych produktów trzeba pościągać zabezpieczenia. Na wędlinach, serach i innych artykułach spożywczych pakowanych maszynowo kod jest często zagięty tak, że nie da się go zeskanować czytnikiem. Wtedy trzeba go wbić ręcznie, a czas leci. Tych norm nie da się spełnić, normalnie pracując - podkreśla pani Ewa. Jeśli kasjerka nie wykona normy, czeka ją dyscyplinująca rozmowa z przełożonym. Gdy stara się nadążyć, awanturują się klienci. Gdy kasjerka musi pracować jak karabin maszynowy, klienci nie nadążają z pakowaniem zakupów. Ludzie pakują swoje produkty do toreb, a tymczasem przez czytnik przelatują już zakupy następnej osoby i wszystko się miesza. Klienci się denerwują, a swoją złość wyładowują na kasjerkach, choć to przecież nie ich wina - mówi Alfred Bujara.

    Pracy więcej, ludzi mniej
    Zdaniem związkowców wzięte z sufitu normy są wynikiem ogromnych niedoborów zatrudnienia w handlu. W większości marketów gołym okiem widać, że pracowników jest coraz mniej, a mimo kolejek ponad połowa kas stoi pusta. 10 lat temu sklepy wielkopowierzchniowe w Polsce zatrudniały 2, a nawet 4 razy więcej pracowników niż dzisiaj. Kiedyś np. w dużych marketach sieci Real pracowało od 400 do 420 osób, obecnie te same sklepy zatrudniają ok. 120 pracowników, a obroty wcale nie spadły - mówi przewodniczący handlowej „S”. Aby usprawnić obsługę, sieci handlowe zaczęły stosować tzw. multiskilling. Instrument ten polega na tym, że pracownik nie jest przypisany do jednego stanowiska pracy i wykonuje w zależności od potrzeb różne czynności. Robimy wszystko na raz. Kasjerki wykładają i uzupełniają towar na półkach, a kiedy robią się kolejki, pracownicy działów są sadzani na kasach. Wtedy zaniedbują swoje normalne obowiązki, a przecież nikt nie wykona za nich ich pracy. Klienci mają pretensje, że jest za mało kasjerek, a na koniec przełożeni robią nam awanturę, bo brakuje towaru na półkach - mówi pani Ania, pracownica supermarketu Kaufland.
    Łukasz Kaczmarczyk


  • Zwolnienia grupowe w Tesco!

    źródło: www.dziennikpolski24.pl; 2012-04-27


    Do 10 procent załogi zamierza zwolnić w maju i czerwcu sieć hipermarketów Tesco. Zarząd właśnie poinformował o planach redukcji zatrudnienia.

    Nie wiemy dokładnie, ile osób straci pracę. Dostaliśmy tylko lakoniczną informację o zamiarze przeprowadzenia zwolnień grupowych. W całym kraju mają objąć do 10 procent załogi - powiedział nam wczoraj Artur Basta z NSZZ "Solidarność" Tesco Polska. W tej chwili w Tesco Polska pracuje ok. 28,5 tys. pracowników.

    Dla pracowników dotkniętych tym procesem będziemy starać się znaleźć inne stanowiska pracy. Jeśli nie będzie to możliwe, każda zwalniana osoba otrzyma ustawową odprawę finansową - poinformował nas Michał Sikora z biura prasowego Tesco i dodał, że wciąż trwają analizy, więc mówienie o liczbie osób do zwolnienia to na razie tylko spekulacja

    Związkowcy są zaskoczeni skalą planowanej redukcji zatrudnienia (wspomniane 10 proc. to nawet do kilku tysięcy osób). Tesco ma dobre wyniki sprzedażowe i otwiera nowe sklepy - tłumaczy Artur Basta z zakładowej "Solidarności" i zapowiada, że związek będzie twardo negocjował warunki redukcji.

    Firma Tesco Polska podsumowała kilka dni temu rok finansowy 2011/12 (trwał od marca 2011 do końca lutego 2012). Obroty przekroczyły 12,6 mld zł (wzrost o 8,8 proc.). Tesco otworzyło 51 nowych sklepów - w tym w niewielkich miejscowościach, jak Łącko w Małopolsce. Plany Tesco na rok 2012/13 zakładają dalszy rozwój sieci.


  • Była pracownica walczy z Tesco w sądzie

    źródło: m.gloswielkopolski.pl; 2012-02-18


    Przeszukiwanie osobistych szafek, złe traktowanie pracowników, ewidencja pracy niezgodna z rzeczywistością - to zarzuty stawiane Tesco Extra przez byłą pracownicę. Zwolniona dyscyplinarnie kobieta uważa, że chodziło o to, by zamknąć jej usta.

    Magdalena Jurkiewicz pracowała jako sprzedawca w salonie optycznym w Tesco Extra przy ulicy Serbskiej przez ok. osiem miesięcy. W tym czasie wstąpiła do NSZZ Solidarność i zaczęła zabierać głos w sprawach pracowników. Kiedy przebywała na urlopie, wybrano ją szefową komisji oddziałowej Solidarności (pełniła obowiązki już przed wyborami). Jednak mimo tego, że jako działaczka związkowa była objęta szczególną ochroną, a związek nie wyraził zgody na zwolnienie, Magdalena Jurkiewicz w listopadzie - po urlopie - straciła pracę.

    Zarzucono mi ciężkie naruszenie obowiązku przestrzegania czasu pracy - mówi była pracownica. Wyliczono kilka dni, w których kamery zarejestrowały, że wchodzę i wychodzę z budynku o innych godzinach niż zapisano w grafiku. Chodziło zarówno o wcześniejsze, jak i późniejsze przyjścia i wyjścia. Szkoda tylko, że np. jednego dnia odnotowano moje, uzgodnione z kierowniczką, wyjście w czasie pracy, ale pominięto, że wróciłam i pracowałam do końca dnia.

    Jak twierdzi Jurkiewicz, kadra kierownicza nie chciała z nią rozmawiać. Tłumaczenia kazano zapisać jej na kartce. W piśmie kobieta wskazała więc, że salon optyczny Tesco Extra przy ul. Serbskiej nie miał pełnej obsady, co zmuszało załogę do pracy ponad normę i w innych godzinach niż wpisano w grafik. Ustalaliśmy to z bezpośrednią przełożoną, o sprawie wiedziała kierowniczka personalna - twierdzi Jurkiewicz. Ale o tych, związanych z brakiem ludzi, praktykach się nie mówi.

    Oszczędni w słowach są też przedstawiciele Tesco. Kierownik działu personalnego przy ul. Serbskiej nie chciał rozmawiać z "Głosem Wielkopolskim" i odesłał nas do Michała Sikory, rzecznika Tesco z Krakowa. Ten z kolei w odpowiedzi na e-mail ze szczegółowymi pytaniami, odpisał: "Wychodzimy z założenia, że dla dobra samego byłego pracownika, upublicznianie informacji na temat powodów wypowiedzenia umowy nie jest najlepszym rozwiązaniem. Dodatkowo, skoro sprawa trafiła do sądu, powstrzymamy się od komentowania jej aż do czasu wyroku". Wkrótce po wysłaniu maila, rzecznik zadzwonił, chcąc dopowiedzieć kilka zdań na temat współpracy Tesco ze związkami zawodowymi. I przekonywał, że układa się ona dobrze, że obie strony regularnie się spotykają, a firma zawsze odpowiada na "interpelacje" związków.

    Inne zdanie ma ogólnopolska szefowa działającej przy Tesco Komisji Zakładowej Solidarność, twierdząc, że od kilku tygodni czeka na odpowiedź na swoją propozycję spotkania z kierownictwem firmy. W rozmowie z "Głosem" szefowa związku odniosła się też do sytuacji pracowników w Tesco. Warunki pracy bardzo się pogorszyły - mówi Elżbieta Jakubowska. Obsada jest okrojona, co tłumaczy się kryzysem. Dochodziły do nas sygnały, że w sklepach rzeczywiste godziny pracy nie zgadzają się z ewidencją. Ale o dowody trudno, a firma oficjalnie zabrania takich praktyk - dodaje.

    Krytyczną opinię o sytuacji w Tesco ma wielkopolska Solidarność. Po zwolnieniu z pracy Magdaleny Jurkiewicz, szef regionu w oficjalnym piśmie do dyrektora personalnego Tesco napisał m.in., że w ostatnim czasie związek obserwuje "nasilenie procedur szykanowania działaczy związkowych". Bo wielkopolska "S" murem stanęła za zwolnioną pracownicą z Poznania, twierdząc że była ona dobrym pracownikiem i dbającym o załogę związkowcem.

    W ciągu ośmiu miesięcy swojej pracy Magdalena Jurkiewicz zgłaszała bowiem kilka wątpliwości wobec procedur stosowanych w Tesco Extra. Zwróciła uwagę m.in. na przeszukiwanie szafek pracowników. Byłam świadkiem, jak trzyosobowa komisja otwierała szafki z rzeczami osobistymi pracowników, których przy tym nie było - mówi Jurkiewicz. Sprawę zgłosiłam ówczesnej kierowniczce personalnej, jako związek wysłaliśmy też skargę do Tesco.

    W odpowiedzi kierowniczka (dziś pracuje w Tesco w Lublinie) tłumaczyła, że celem otwierania szafek nie była kontrola, ale weryfikacja wolnych miejsc. Zastrzegła też, że wcześniej zbierano informacje, które szafki są zajęte i te nie były otwierane. Jednocześnie jednak zapewniała, że nikt z komisji (pięcioosobowej) nie dotykał przedmiotów w szafkach. Ale nie wspomniała, by ich właściciele byli przy tym obecni. Tymczasem w mailu od rzecznika Tesco (to jedyna odpowiedź na szczegółowe pytanie) czytamy, że "szafki pracownicze mogą być kontrolowane wyjątkowo, w uzasadnionych przypadkach i zawsze w obecności przynajmniej dwóch osób oraz samego pracownika".

    Zarówno Magdalena Jurkiewicz, jak i wielkopolska Solidarność, stoją na stanowisku, że kobieta została zwolniona, bo powiedziała głośno o tym, o czym w Tesco mówić nie wolno. Teraz walczy w sądzie o przywrócenie do pracy.


  • "S" protestowała w Katowicach przeciwko pracy w Wigilię

    źródło: www.dziennikzachodni.pl; 2011-12-21


    Przed katowickim Silesia City Center stanął wigilijny stół. Nie, to nie była pomyłka. To kolejny etap akcji "Nie przehandluj pierwszej gwiazdki". Prowadzą ją związkowcy z Solidarności. Wcześniej podobne happeningi przeprowadzili w Gdańsku i Warszawie. Jak tłumaczy Alfred Bujara, szef sekcji handlowej tego związku celem akcji byłoprzypomnienie klientom, aby nie odkładali świątecznych zakupów na ostatnią chwilę i tym samym dali pracownikom sklepów szansę na przygotowanie wigilijnej kolacji dla swoich bliskich.

    W ubiegłym roku taka akcja przyniosła efekt. Po godzinie 14 klientów było w sklepach wyraźnie mniej niż w roku 2009. Skłoniło to część dużych sieci handlowych do skrócenia w tym roku godzin pracy w Wigilię i o to nam właśnie chodziło. Liczymy, że reszta sklepów za rok zrobi to samo - mówi Bujara.

    Aby skuteczniej przekonać kupujących do swych racji związkowcy rozdawali wczoraj pod Silesią ulotki, do których dołączyli świąteczne opłatki (w ciągu połtorej godziny otrzymało je 1300 osób).

    Aby z kolei "odbić" argumenty o tym, iż właściciele międzynarodowych koncernów handlowych niekoniecznie muszą rozumieć znaczenie polskiej Wigilii uczestnicy happeningu rozłożyli na stole obrus z napisem: "Tu jest Polska, nie Anglia".

    Nie w każdym kraju najważniejszym punktem świąt jest jedzenie indyka i puddingu 25 grudnia. W Polsce najważniejsza jest kolacja wigilijna i pasterka - przypomina Alfred Bujara.

    Wedle informacji związkowców w tym roku o godz. 14 w Wigilię zamknięte zostaną: Biedronka, Lidl, Selgros, Netto, Makro, Praktiker, Intermache i Kaufland. Carrefour, Decathlon i Real będą czynne do godziny 15, zaśt w Tesco będzie można zrobić zakupy do godz. 16.


  • Związkowcy mają nowe narzędzie do walki z wyzyskiem

    źródło: www.biznes.onet.pl; 2011-08-22


    W tej chwili jeden pracownik hipermarketu wykonuje pracę trzech osób. Kasjerki mają wyznaczone limity tempa skanowania artykułów – niewypełnienie normy godzinnej grozi utratą pracy. Pracownicy nie mają co liczyć na umowy o pracę, powszechnie stosuje się mobbing, który wykańcza ich nerwowo. - Sytuacja pracowników handlu i ochrony jest najgorsza od ponad 20 lat – podkreśla Alfred Bujara, przewodniczący sekcji handlowej NSZZ „Solidarność”.

    22 sierpnia, NSZZ „Solidarność” uruchomiło nowy serwis – hiperwyzysk.pl. Portal ma na celu ochronę pracowników sieci handlowych przed nieuczciwym traktowaniem. Pracownicy i klienci sieci handlowych mogą umieszczać na stronie problemy i opisywać sytuacje złego traktowania pracowników. NSZZ „Solidarność” zapewnia, że za pośrednictwem portalu chce pomóc zainteresowanym i poinstruować ich jak łączyć się w związki, by wspólnie zmierzyć się z problemem. Ponadto inicjatywa ma na celu rozpoczęcie dialogu pomiędzy pracownikami sieci supermarketów, klientami, a kierownictwem marketów. Portal jest jednym z elementów kampanii „Wsparcie dialogu społecznego w firmach ochrony ora sieciach super- i hipermarketów”.

    Na portalu ma powstać mapa sklepów, w których łamane są prawa pracowników. Będzie to sygnał dla klientów, a także i dla zarządu marketów. – Nawet prezesi sieci handlowych często nie wiedzą, co się dzieje u nich w sklepach. Chcemy by pracodawcy, dzięki stronie hiperwyzysk.pl zobaczyli, jak naprawdę wygląda sytuacja w ich sklepach – mówi Sebastian Barański z NSZZ „Solidarność”.

    W najgorszej sytuacji są pracownicy zatrudnieni za pośrednictwem firm zewnętrznych, którzy już teraz stanowią 70 proc. pracowników super- i hipermarketów. – Dla pracowników z firm zewnętrznych dni wolne tak naprawdę nie są prawdziwymi dniami wolnymi. Pracownik zatrudniony przez agencję musi być zawsze pod telefonem, by można było go w każdej chwili wezwać do pracy – opowiada Maria Bem, pomagająca pracownikom organizować się z związki.

    Jak podkreślają związkowcy, członkowie NSZZ „Solidarność” są dyskryminowani w pracy. - Brakuje dialogu pomiędzy sieciami hipermarketów a związkami. Co prawda, rozmowy się odbywają, jednak jest to tzw. „dialog pozorny”, gdyż nie przynosi on żadnych efektów – mówi Alfred Bujara.

    Z argumentacją związkowców nie zgadza się Michał Sikora, rzecznik prasowy Tesco Polska. - W naszej sieci pracownik zawsze może zgłosić problem czy uwagę do kierownika personalnego. W sklepach funkcjonują też kwartalne fora pracownicze, gdzie przedstawiciele poszczególnych działów mogą informować nas o rożnych sytuacjach, przekazać nam swoje uwagi lub propozycje rozwiązań. Są też fora regionalne. Zależy nam na dialogu, dlatego tez uruchomiliśmy szereg rozmaitych dróg, by pracownicy mogli dzielić się z nami swoimi uwagami – mówi. - W Polsce panuje fałszywy i niesprawiedliwy stereotyp dotyczący branży handlowej jako miejsca pracy. Zastanawiam się zatem, czy taki portal nie pogłębi takiej właśnie opinii na temat handlu w Polsce – dodaje Michał Sikora.

    Organizacja pracy w Polsce z biegiem lat się zmieniła. – My, jako NSZZ „Solidarność”, nie jesteśmy przeciwni nowemu porządkowi, nie zgadzamy się jednak na nieuczciwe traktowanie pracowników. Polskie prawo pozwala na rozmaite anomalie i ten fakt wykorzystują pracodawcy z sieci handlowych – mówi Alfred Bujara.


  • Szanujmy przepracowane kasjerki

    źródło: www.rp.pl; 2011-04-22


    Rozmowa z Alfredem Bujarą, przewodniczącym Sekcji Krajowej Handlu NSZZ „Solidarność"

    Rz: W tym roku „Solidarność" nie prowadziła spektakularnych akcji wzywających do zmiany godzin pracy sklepów w taki sposób, by ich pracownicy mogli przygotować w swoich domach święta wielkanocne.
    Alfred Bujara:
    Faktycznie nie było takiej akcji, nie oznacza to jednak, że problem zniknął. Problem ten zostawiliśmy do rozwiązania związkom działającym w poszczególnych sieciach.

    Z jakim skutkiem?
    Jest różnie. W części sieci handlowych przyjęto do wiadomości, że ich pracownicy mają potrzeby rodzinne i że wcześniejsze zamknięcie sklepu w przededniu święta nie spowoduje znacznych strat. Pozytywnym przykładem może być sieć Biedronka. Placówki tego pracodawcy będą zamknięte w Wielką Sobotę od godziny 16. Podobnie jest w Lidlu. Także część galerii, w których działają sklepy sieci, decyduje się skrócić godziny otwarcia, co automatycznie dotyczy wszystkich pracujących w nich osób. Niestety, największe sieci na razie nie zapowiadają krótszej pracy, więc ich pracownicy pozostaną na stanowiskach do godziny 18, jak w każdą normalną sobotę. Do tych pracodawców będziemy kierować nasze akcje protestacyjne przy okazji kolejnych świąt.

    Jaka godzina zamknięcia by was satysfakcjonowała?
    Generalnie godzina 14 byłaby optymalna, jednak rozumiemy, że handel to biznes, więc godzina 16 też jest przyjmowana przez nas z satysfakcją. Zresztą podczas naszych pikiet, protestów przed sklepami prowadziliśmy ankiety i sondy wśród klientów. Zdaniem większości po godzinie 14 sklep w okresie przedświątecznym może być już zamknięty. Przy okazji chciałbym zaapelować do klientów o cierpliwość i wyrozumiałość dla pracowników. Sklepy ograniczają zatrudnienie, a klientów nie ubywa, więc zdarzają się różne sytuacje, których ofiarą pada przemęczony pracownik.

    Wiadomo, że przepisy ograniczające handel w święta są nieprecyzyjne. Od jakiegoś czasu zapowiadacie działania na rzecz ich uściślenia. Miały być rozmowy na ten temat w Komisji Trójstronnej.
    Faktycznie jest potrzeba wprowadzenia zmian. Głównie chodzi nam o wprowadzenie do kodeksu pracy definicji placówki handlowej. Sprawą mieliśmy się zająć przed Bożym Narodzeniem, ale z różnych powodów Komisja się nimi nie zajęła. Co nie znaczy, że np. strona pracodawców nie chce o tym rozmawiać. Liczę, że ten temat powróci.

    A co z postulatem ograniczenia pracy handlowców w niedzielę? Czy z niego zrezygnowaliście?
    Absolutnie nie. Czas pracuje na naszą korzyść. Pamiętamy kontrowersje dotyczące zakazu pracy w święta. Miała być tragedia, brak chleba itp. Okazuje się, że można obejść się bez wizyty w sklepie w tym czasie. Będziemy chcieli, by handel w niedzielę został ograniczony. Zdajemy sobie sprawę, że nie może to być działanie radykalne. Liczymy się z tym, że odzyskamy niedzielę dla rodzin handlowców stopniowo. Na początek może zaproponujemy określenie godzin otwarcia sklepów w tym dniu. Po jakimś czasie być może dojdziemy do tego, że sklepy w niedzielę będą nieczynne. Oczywiście właściciele mogą w nich nadal pracować, kiedy zechcą.


  • Solidarność chce podniesienia płacy minimalnej

    źródło: www.dlahandlu.pl / PAP; 2011-01-27


    Solidarność opowiada się za ustawowym podniesieniem płacy minimalnej i powiązaniem jej wysokości z kryteriami ekonomicznymi - zdecydowała komisja krajowa związku obradująca w środę w Katowicach. Związkowcy zapowiedzieli przygotowanie projektu ustawy w tej sprawie.

    Wojciech Gomułka, rzecznik przewodniczącego Solidarności poinformował PAP, że komisja krajowa poparła zgłoszoną przez szefa związku Piotra Dudę koncepcję przyszłej ustawy. Zakłada ona, że płaca minimalna powinna rosnąć wraz ze wzrostem PKB, dochodząc do 50 proc. przeciętnego krajowego wynagrodzenia. Gdyby takie założenia teraz obowiązywały, płaca minimalna wynosiłaby w tym roku ok. 1670 zł. Według obecnych przepisów jej coroczną wysokość określa rząd; minimalne wynagrodzenie za pracę od 1 stycznia 2011 r. wynosi 1386 zł brutto.


  • Solidarność apeluje o krótszy handel w Wigilię

    źródło: www.redakcja.newsweek.pl, portal NSZZ Solidarność Region Śląsko-Dąbrowski / PAP; 2010-12-24


    Solidarność apeluje do pracodawców handlu, by w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia maksymalnie skrócili godziny pracy sklepów.

    Około 70 procent zatrudnionych w handlu to kobiety. Na ich barkach w dużej mierze spoczywa przygotowanie wigilijnej wieczerzy. Kolejny rok będą musiały jednak zadbać o to wcześniej. W te święta pracę skończą dopiero o godz. 16.00, 17.00 a nawet 18.00. Do tego trzeba doliczyć czas na zdanie kasy, posprzątanie sklepu i dojazd. Do domów dotrą więc ok. godz. 20:00, o ile oczywiście uda im się złapać ostatni autobus czy tramwaj.

    Apelujemy do pracodawców o zmianę tej złej praktyki. Skrócenie czasu pracy o godzinę czy dwie to dla nich minimalnie niższe obroty, za to piękny gest w stosunku do pracowników i korzyść wizerunkowa - mówi szef Alfred Bujara, szef Krajowej Sekcji Handlu NSZZ Solidarność. - Chodzi również o uszanowanie polskiej tradycji. To nie jest praca, która akurat w tym dniu musi być wykonywana do zmroku.

    Podobny apel związek wystosował już w zeszłym roku. Jak mówi Bujara, systematyczna uświadamiająca praca Solidarności przynosi powoli efekty. Widać to po zachowaniach klientów. - Dostajemy maile i faksy z wyrazami poparcia. W Wigilię sklepy w ostatnich godzinach przed zamknięciem święcą pustkami.

    Również część pracodawców handlu popiera związkowe argumenty. Luksus udania się do domu już o godz. 14 mają jednak przede wszystkim pracownicy mniejszych sklepów. Próba przekonania do tego samego pracodawców z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zrzeszającej wszystkie markety transnarodowe, nie udała się.

    Z danych zebranych przez handlową Solidarność wynika, że większość dużych sieci handlowych skończy w Wigilię pracę o godz. 16.00. Niektóre - tyczy to np. niektórych marketów Tesco w Warszawie - będą pracować aż do godz. 18.00. Tesco w Tarnowskich czy Katowicach - do 17.00. Tylko nieliczne, jak Real w Bytomiu czy katowickie Zenit i Skarbek, skończą pracę o 15.00.

    Bujarę nie przekonują argumenty, że wcześniejsze zamykanie sklepów oznacza dla sieci duże straty finansowe. - Zawsze znajdą się klienci chętni na zakupy. Gdyby markety w Wigilię były otwarte do godz. 22., to wtedy też pojawialiby się klienci po śrubkę, buty czy butelkę wódki. Ale przecież nie o to chodzi. Zysk nie może być celem absolutnym, bo po drodze gubi się cos znacznie ważniejszego.

    Jak podkreśla szef handlowej Solidarności, skrócenie godzin handlu w niektóre dni powinno stać się obowiązkiem ustawowym. - Wystarczyłoby, by ujęty w Kodeksie pracy wykaz 12 dni świątecznych, w których handel jest zakazany, został uzupełniony o dni, w których handluje się krócej: Wigilię czy Wielki Piątek - uważa Bujara.


  • Strajk włoski w hipermarketach

    źródło: poranny.pl / PAP; 2010-10-05


    Strajk włoski przygotowuje na czwartek w dużych sieciach handlowych sekcja krajowa pracowników handlu Solidarności. Związkowcy protestują przeciw cięciu kosztów pracy, m.in. przez zastępowanie sklepowych załóg pracownikami firm zewnętrznych.

    - Skala tego zjawiska zakrawa ostatnio na patologię - pod względem leasingowych form zatrudnienia w handlu wyszliśmy na pierwsze miejsce w Europie. Pracownicy z umowami cywilnoprawnymi pracują już nie za dwóch, a za trzech. Musimy o tym mówić, bo dochodzimy do czerwonej linii - mówił we wtorek PAP przewodniczący Solidarności handlowców Alfred Bujara.

    Zaznaczył, że pracownicy marketów mają już dość niekorzystnych dla nich form zatrudnienia i niskich zarobków. Chcą poinformować opinię publiczną o swojej sytuacji, dlatego w najbliższy czwartek przystąpią do strajku włoskiego - pracując w sposób skrajnie obowiązkowy, zgodnie ze wszystkimi procedurami i rozdając klientom ulotki.

    Protest obejmie wszystkie większe sieci handlowe, jednak nie one będą jego bezpośrednim adresatem. Związkowcy uważają bowiem, że przyczyną sytuacji jest liberalizacja prawa pracy, a los pracowników sieci handlowych, które nie mogą pozwolić sobie na wyłamanie się z wyścigu o jak najniższe koszty, a co za tym idzie ceny, zależy od państwa.

    - Potrzebne są rozwiązania systemowe - branżowy układ zbiorowy pracy. Dopóki nie będzie takiego układu, sytuacja pracowników sieci handlowych będzie się pogarszać. A podobnie jak w wielkich sieciach, jest również w mniejszych, gdzie nie działają organizacje związkowe - wskazał szef Solidarności handlowców.

    Przypomniał, że jeszcze do niedawna związki alarmowały, że pracodawcy w handlu nie chcą zatrudniać ludzi na czas nieokreślony, tylko zawierają z nimi wieloletnie umowy na czas określony. Tendencja dotycząca preferowania przez pracodawców umów cywilnoprawnych z agencjami pracy tymczasowej jest jednak - zdaniem Bujary - zmianą na gorsze.

    Kolejnym, coraz większym problemem staje się również przysyłanie przez producentów czy dystrybutorów własnych pracowników, którzy wykładają towar i wypełniają inne obowiązki. To odbija się na pracownikach zatrudnionych w sklepach, którzy nierzadko są wówczas zwalniani.

    Związkowcy wskazują, że koszty pracy ograniczane są również poprzez nakładanie na pracowników coraz to nowych obowiązków. Nie idą za tym jednak podwyżki. "Większość kasjerek zarabia minimalne wynagrodzenie 1317 zł brutto. Bywa i gorzej. Niektóre panie są zatrudnione np. na sześć ósmych etatu. Na rękę dostają więc ok. 750 zł - wyjaśnił Bujara.

    O tych wszystkich kwestiach związkowcy będą mówić klientom podczas czwartkowego protestu. Odbędzie się on, według Bujary, we wszystkich większych sieciach handlowych, gdzie działa Solidarność - najsilniejszy związek w branży. Akcja będzie częścią ustanowionego przez Międzynarodową Konfederację Związków Zawodowych Światowego Dnia Godnej Pracy, który przypada 7 października.


  • Zamiast wielu etatów jeden multipracownik

    źródło: finanse.wp.pl / Rzeczpospolita; 2010-09-02


    Pracownik biurowy marketu, gdy trzeba, wykłada towar i siada przy kasie.
    “Kiedy tylko z głośników zabrzmi komunikat lub zadzwoni telefon i usłyszymy: Multiskillerzy [dosł. osoby o wielu umiejętnościach] proszeni na kasy, to lecimy. A takich komunikatów w ciągu dnia jest pięć” – pisze w liście do “Rz” Ewa, pracownica administracji zatrudniona w sieci Tesco.
    Tak markety dbają o komfort klientów po tym, gdy w ramach oszczędności zredukowały zatrudnienie.
    Nowe obowiązki
    – W Tesco pracujemy jak jeden zespół i staramy się unikać podziałów na osoby z biura i ze sklepu. Pracownicy działów wspierających pomagają kasom w czasie wzmożonego ruchu klientów. To pomoc czasowa, regulowana odpowiednią procedurą. Wezwanie pracownika np. działu personalnego na linię kas tłumaczą tylko kolejki – mówi Michał Sikora z biura prasowego Tesco.
    “Firma wręczyła nam porozumienia zmieniające, w których został wymieniony zakres naszych kompetencji. I tak, do zwykłych obowiązków dopisała m.in. poprawną obsługę kasy i terminalu płatniczego, prawidłowe uzupełnianie towarów na półkach” – pisze w liście pracownica.
    Potwierdza to firma. Zakres obowiązków zawarty jest w opisie stanowiska pracy. Dla osób pracujących na stanowiskach innych niż kasjer-sprzedawca w opisie jest także informacja o możliwości wsparcia pracowników linii kas. To jednak jedynie doraźna pomoc dla kolegów z kas, która nie powinna kolidować z obowiązkami wynikającymi z charakteru określonego stanowiska.
    Zgodnie z prawem
    – Pracodawca nie łamie prawa, jeśli zatrudnieni zgodzili się za porozumieniem rozszerzyć zakres obowiązków pracowniczych. Gdyby odmówili, pracodawca musiałby wręczać im wypowiedzenia zmieniające albo przenieść do innej pracy zgodnie z art. 42 kodeksu pracy. W takim wypadku czasowo powierzona nowa praca musiałaby być zgodna z kwalifikacjami pracownika – mówi Bartłomiej Raczkowski, adwokat z Bartłomiej Raczkowski Kancelaria Prawa Pracy.
    Wysoko wykwalifikowany pracownik nie mógłby być zatem wysłany do wykładania towaru. Jeżeli jednak ktoś się na to godzi, to pracodawca może dysponować jego czasem pracy i dzielić go w zależności od swoich bieżących potrzeb.
    Multipracownicy skarżą się także, że nie otrzymują odzieży zmiennej.
    – To może być problem dla tych osób, ponieważ rzeczywiście widzę, jak pracują w swoich cywilnych ubraniach, bo firma nie dostarcza im uniformów, w które wyposażeni są pracownicy na halach. Częściowo jest to im rekompensowane wyższym dodatkiem na pranie – mówi Maria Bem, wiceprzewodnicząca NSZZ “Solidarność” Tesco. Poza tym związek widzi w działalności multiskilerów tylko koleżeńską pomoc. Z której zyski czerpie firma


  • Solidarność apeluje o wczesne zamknięcie sklepów w Wigilię

    źródło: portalspozywczy.pl; 2009-12-15


    O możliwie najwcześniejsze zamknięcie sklepów w Wigilię zaapelowała do pracodawców Solidarność handlowców. To apel przede wszystkim do dużych sieci handlowych, by ich pracownicy mogli ten wieczór spokojnie spędzić z rodziną - informuje PAP.

    Jak wyjaśnił przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu Solidarności Alfred Bujara, ok. 70 proc. zatrudnionych w handlu to kobiety, na których barkach w dużej mierze spoczywa przygotowanie Wigilii. Wiele z nich skończy tego dnia pracę dopiero późnym popołudniem, a do domów wrócą - jak w poprzednich latach - wieczorem.
    "Apelujemy do pracodawców o zmianę tej złej praktyki. Skrócenie czasu pracy o godzinę czy dwie to dla nich minimalnie niższe obroty, za to piękny gest w stosunku do pracowników i korzyść wizerunkowa. Chodzi również o uszanowanie polskiej tradycji. To nie jest praca, która akurat w tym dniu musi być wykonywana do zmroku" - ocenił Bujara.
    Związkowcy przypominają, że pracownicy po zamknięciu sklepów mają jeszcze obowiązki związane np. ze zdaniem kasy i posprzątaniem sklepu. Tymczasem powinni mieć prawo do spędzenia Wigilii wśród najbliższych. Aby im to ułatwić, "S" prosi jednocześnie klientów, by nie odkładali świątecznych zakupów na ostatnią chwilę.
    Podobne apele Solidarność wystosowała już w ostatnich latach. Według Bujary, już przed rokiem było widać, że akcja powoli przynosi efekty. Widać to po zachowaniach klientów. "Dostajemy maile i faksy z wyrazami poparcia. W Wigilię sklepy w ostatnich godzinach przed zamknięciem święcą pustkami" - zaznaczył związkowiec.
    Takie argumenty trafiają też do części pracodawców handlu. Wcześniej, np. o godz. 14, pracę kończą jednak głównie pracownicy mniejszych sklepów. Według Solidarności, próba przekonania do tego pracodawców z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zrzeszającej międzynarodowe sieci hipermarketów, nie udała się.
    Związek odrzuca argumenty, by wcześniejsze zamykanie sklepów oznaczało dla sieci duże straty. "Zawsze znajdą się chętni na zakupy. Gdyby w Wigilię markety były otwarte do godz. 22, klienci też przychodziliby po śrubkę, buty czy butelkę wódki. Nie o to chodzi. Zysk nie może być celem absolutnym, bo po drodze gubi się coś znacznie ważniejszego" - wskazał Bujara.
    W jego ocenie, skrócenie godzin handlu w niektóre dni powinno stać się obowiązkiem ustawowym. Zdaniem związkowców, wystarczyłoby, by ujęty w Kodeksie pracy wykaz dwunastu świąt, w które handel jest zakazany, uzupełnić o dni, w których handluje się krócej: Wigilię czy Wielki Piątek.
    Z danych zebranych przez handlową Solidarność wynika, że większość dużych sieci handlowych skończy pracę w Wigilię o godz. 16. Niektóre markety Tesco w Warszawie będą pracować do 18, w Katowicach czy Tarnowskich Górach - do 17. Tylko nieliczne sklepy, jak Real w Bytomiu czy domy handlowe w centrum Katowic, skończą pracę o 15.


  • Pracownicy handlu nie protestują, bo boją się zwolnień

    źródło: portalspozywczy.pl; 2009-08-26


    Na temat ograniczania zatrudnienia przez sieci handlowe, przerzucania na pracowników przez operatorów skutków spowolnienia gospodarczego - mówi Alfred Bujara, przewodniczący sekcji handlowej NSZZ "Solidarność".

    Jak wygląda obecnie sytuacja pracowników w handlu?
    Sytuacja pracowników w handlu się pogarsza z dnia na dzień - z uwagi na kryzys. Pracodawcy wykorzystują obecną sytuację gospodarczą do asekuracji przed ewentualnymi skutkami kryzysu. Ograniczają koszty, a koszty związane z zatrudnieniem pracowników jest bardzo łatwo ograniczyć, np. umowy, które były zawarte na czas określony nie są przedłużane.
    Mało tego, zero podwyżek lub bardzo minimalne, które przy wzroście cen np. produktów żywnościowych znaczą niewiele. A nie wspominam już o wzroście opłat za prąd, media itd. Wynagrodzenia wciąż pozostają na poziomie 1000-1400 zł netto. Czy za takie pieniądze można w dzisiejszych czasach wyżyć? Ci ludzie pracują teraz w bardzo trudnych warunkach.

    Czyli pracodawcy zwolnili lub nie przedłużyli umów o pracę z częścią pracowników, a obowiązki spadły na pozostałe w pracy osoby?
    Tak. Natomiast często nie słychać głośnych protestów ze strony tych osób, ponieważ boją się one, że zwolnienia obejmą również ich. Często teraz słowo  "kryzys" jest stosowane jako wytrych, który uzasadnia różne, niewłaściwe zachowania pracodawcy.
    Z naszych obserwacji wynika, że obroty w handlu w Polsce nie spadły. Więc skoro nie spadły, to dlaczego jeszcze bardziej przykręca się pracownikom śrubę?

    Czy w związku z tym rozmawiają Państwo z pracodawcami?
    Rozmowy prowadzone są jedynie w Komisji Trójstronnej. Jeżeli chodzi o określenie poziomu wynagrodzeń, to planowane jest ich podniesienie. Niestety są to wzrosty minimalne, nieadekwatne do wkładu pracy pracowników zatrudnionych w sieciach handlowych.
    Zastanawiamy się co możemy zrobić, ponieważ to, że pracodawcy wykorzystują swoją silną pozycję, nie ulega wątpliwości. Nie chcą z nami rozmawiać.
    W Polsce nie mamy form nacisku. Jedyną skuteczną jest strajk, ale w dobie kryzysu nie jest to właściwe rozwiązanie, zresztą i tak w naszym przypadku to rozwiązanie stosowane jest jako ostateczność.
    Półtora roku temu wezwaliśmy już pracodawców do rokowań ponadzakładowych, ale odzewu nie ma żadnego.

    A jak Pan w tej sytuacji ocenia propozycje rządowe dotyczące nowelizacji ustawy o związkach zawodowych, które maja ograniczyć rolę mniejszych organizacji związkowych?
    W Polsce działa bardzo wiele małych i nieskutecznych związków zawodowych. Na Zachodzie sytuacja wygląda zupełnie inaczej - takiego rozdrobnienia tam nie ma, dlatego jeżeli chodzi o uregulowanie tej kwestii, to większych uwag nie mam.
    Natomiast mam zastrzeżenia co to podniesienia progu, po przekroczeniu którego związki stają partnerem do negocjacji z pracodawcą.
    Obecnie Solidarność" musi w danym zakładzie pracy skupiać co najmniej 7 proc. pracowników z całej załogi, a po nowelizacji będzie to od 25 do 33 proc. W handlu osiągnięcie takiego progu będzie bardzo trudne do zrealizowania, jeżeli nie niemożliwe.
    Według mnie trzeba przede wszystkim wzmocnić stronę związkową. Rozmawiać ze związkami na szczeblu krajowym, regionalny jak też na szczeblu podstawowej jednostki, którą jest zakład pracy. Teoretycznie takie rozmowy w zakładach pracy mają miejsce, ale zwykle są one pozorowane i kończy się zwykle na słowach.

    Jeżeli chodzi już o konkretne sprawy, to chciałbym zapytać jakie podwyżki wynagrodzeń chcieliby Państwo negocjować?
    To wszystko zależy oczywiście o danej sieci handlowej. Według mnie najniższe wynagrodzenie powinno być na poziomie co najmniej 60 proc. średniej krajowej.

    Według Pana, w których sieciach handlowych mamy do czynienia z największymi problemami?
    W tej chwili żadna sieć hndlowa się nie wyróżnia, czyli wszędzie są problemy. Chociaż chyba najgorzej jest obecnie w dyskontach. Lepiej jest tylko w jednej sieci budowlanej, której nazwy nie chciałbym wymieniać oraz w małym handlu.

    Metro Group miało wdrażać program zwolnień Shape 2012", co wiązało się ze zwolnieniami pracowników w całej Europie. Jak to wygląda w Polsce?
    W Metro nie ma obecnie zwolnień. Jedynie mamy do czynienia z nieprzedłużaniem umów o pracę na czas nieokreślony. Chociaż bardzo łatwo zauważyć jak sytuacja w marketach tej firmy się zmieniała. Kiedyś mieliśmy do czynienia z kilkoma pracownikami na jednym stanowisk pracy, a obecnie jest najwyżej jeden.

    Które według Pan sieci najbardziej oszczędzały?
    Można powiedzieć, że wszystkie, jednak, moim zdaniem, najgorzej wygląda to w dyskontach, a przede wszystkim w Lidlu, ponieważ w Biedronce w ostatnich czasach zaszło wiele pozytywnych zmian - chociaż dochodzi tam wciąż do różnych incydentów.

    A Tesco, jak wygląda sytuacja w tej sieci w porównaniu z innymi?
    W Tesco doszło w ostatnim czasie do podwyżek wynagrodzeń, ale też niestety w skali minimalnej. Sieć ta wyróżnia się również w tym, że mamy tam dosyć silne związki zawodowe.


  • NSZZ "Solidarność" podpisało porozmienie z Tesco

    źródło: portalspozywczy.pl; 2009-03-02


    Zarząd sieci Tesco Polska oraz OZ NSZZ Solidarność - największa organizacja związkowa przy Tesco Polska, podpisały porozumienie w sprawie wzrostu wynagrodzeń w firmie w 2009 r.
    Pomimo narastającego kryzysu dojdzie do wzrostu wynagrodzenia zasadniczego dla pracowników podstawowych w sklepach o 3 proc., od 1 lipca 2009 r.
    Dla pozostałych pracowników w sklepach przyrost wynagrodzeń wyniesie do 3 proc. Ponadto, strony porozumienia uzgodniły zakres dodatkowych świadczeń pracowniczych, w tym znaczące zwiększenie ekwiwalentu za pranie odzieży roboczej.
    Tesco Polska to jedna z największych sieci handlowych w Polsce. Firma posiada 323 sklepy różnego formatu. Obecnie Tesco zatrudnia ponad 27 tys. pracowników.
    OZ NSZZ Solidarność przy Tesco Polska to największy związek zawodowy działający w firmie. Obecnie należy do niego około 3 tys. pracowników.


  • "Solidarność" w Tesco chce natychmiastowych negocjacji

    źródło: wwww.solidarnosc.org.pl; 2008-03-13


    Organizacja Zakładowa Pracowników NSZZ "Solidarność" TESCO wzywa zarząd TESCO do natychmiastowego spotkania.

    Komunikat Organizacji Zakładowej Pracowników TESCO NSZZ "Solidarność"

    Organizacja Zakładowa Pracowników NSZZ "Solidarność" TESCO wzywa zarząd TESCO do natychmiastowego spotkania. Codziennie spotykamy się z pracownikami w wielu sklepach w całej Polsce. Oczekują oni natychmiastowych rozmów o podwyżkach płac. Dlatego wzywamy zarząd TESCO do natychmiastowych negocjacji.

    Organizacja Zakładowa NSZZ "Solidarność" reprezentuje 2 tys. pracowników z ponad 30 sklepów Tesco w całej Polsce. Jesteśmy największą organizacją pracowników w tej firmie.

    Katarzyna Sawicka - Przewodnicząca Organizacji Zakładowej
    NSZZ "Solidarność" Pracowników TESCO.


  • Oczekiwania "Solidarność" w stosunku do Tesco

    źródło: wwww.solidarnosc.org.pl; 2008-03-10


    Organizacja Zakładowa Pracowników TESCO NSZZ "Solidarność" wystąpiła o 30 proc. podwyżkę (średnio 300 zł netto) dla każdego pracownika.

    Komunikat Organizacji Zakładowej Pracowników TESCO NSZZ "Solidarność"

    Organizacja Zakładowa Pracowników TESCO NSZZ "Solidarność" wystąpiła o 30 proc. podwyżkę (średnio 300 zł netto) dla każdego pracownika. Otrzymaliśmy już 11,5 proc. podwyżki przede wszystkim dla pracowników kas i pracowników pracujących w nocy. Uznaliśmy jednak, że to jest niewystarczające i dlatego domagamy się realizacji naszego postulatu, tak aby podwyżki objęły wszystkich pracowników. Uważamy, że pracownicy TESCO zasługują na wyższe płace, dlatego kontynuujemy rozmowy mając nadzieję na ich pozytywny wynik.

    Organizacja Zakładowa NSZZ "Solidarność" reprezentuje 2 tys. pracowników z ponad 30 sklepów Tesco w całej Polsce. Jesteśmy największą organizacją pracowników w tej firmie.

    Katarzyna Sawicka - Przewodnicząca Organizacji Zakładowej
    NSZZ "Solidarność" Pracowników TESCO.


  • "Solidarność" Tesco rozwinie się w Kaliszu?

    źródło: www.dziennik.pl; 2007-09-25


    Kaliska ,,Solidarność'' zamierza utworzyć swoje struktury związkowe w marketach sieci ,,Tesco'', których w mieście jest aż pięć. - Od dłuższego czasu docierają do nas sygnały, że zatrudnieni w nich pracownicy narzekają na niskie płace i ciężkie warunki pracy. Dlatego chcielibyśmy im pomóc. Do dyspozycji pracowników ,,Tesco'' oddamy swoich najlepszych prawników i ekspertów z dziedziny ekonomii. To będzie bardzo poważne wsparcie dla tych pracowników, którzy chcą założyć w marketach związek zawodowy, a nie bardzo wiedzą, jak się za to zabrać - tłumaczy szef kaliskiej ,,Solidarności'', Jan Mosiński.


  • W czwartek w sklepach będą gigantyczne kolejki

    źródło: www.dziennik.pl; 2007-06-06


    "Solidarność" wzywa pracowników handlu z całej Polski do strajku w Boże Ciało. Ale związkowcy nie namawiają do całkowitego bojkotu pracy w najbliższy czwartek. Bo wiedzą, że skończyłoby się to masowymi zwolnieniami. Przekonują więc do tzw. strajku włoskiego, w którym np. kasjerzy wydawaliby resztę w monetach 1-groszowych.

    "Solidarność" zachęca do takiej formy protestu, gdzie pracownicy zbyt skrupulatnie wykonują swoje obowiązki. Kasjerzy liczą po kilka razy resztę wydawaną w groszach, a magazynierzy drobiazgowo wypełniają na zapleczach formalności, zamiast układać towar na półkach. Efekt jest taki, że w sklepach są gigantyczne kolejki, a na półkach nie ma towaru. Właściciele sklepów tracą klientów i utarg.

    Bunt ma przestraszyć władze i zmusić je do zakazania handlu w niedzielę i święta. To dlatego na dzień strajku wybrano właśnie Boże Ciało, kiedy większość Polaków będzie miała wolne.

    "Mamy prawo świętować i mamy prawo spędzać święta w rodzinnym gronie" - napisał w odezwie do pracowników handlu szef sekcji krajowej pracowników handlu NSZZ "Solidarność", Alfred Bujara. "Oczekujemy przynajmniej wolnych dni podczas 12 najważniejszych świąt państwowych i religijnych" - dodał Bujara.

    "Solidarność" może mieć jednak problem z namówieniem wszystkich do strajku. Wielu pracowników handlu może nie zdobyć się na taką odwagę. Wprawdzie związki zawodowe istnieją w sieciach handlowych, ale nie mają wielkiego wpływu na zarządzanie firmami. Tam w większości rządzą menedżerowie głusi na skargi pracowników. Z kolei w mniejszych sklepach nie ma związków chroniących pracowników. .


  • Jutrzejszy strajk handlowców skończy się klapą?

    źródło: www.dziennik.pl; 2007-06-06


    Związkowcy chcą strajkować przeciwko otwieraniu supermarketów w święta, tymczasem jutro, w Boże Ciało, właściciele supermarketów je zamkną. Czynne będą tylko niektóre sieci m.in. Real i Carrefour. Ale np. Auchan czy Biedronka - oskarżana o wykorzystywanie pracowników - dają swoim sprzedawcom wolne.

    "Solidarność" staje na głowie, by o jutrzejszym strajku zrobiło się głośno. Protest ma pokazać klientom, że pracownikom marketów nie podoba się przychodzenie w święta do pracy. Tymczasem wygląda na to, że strajk skończy się klapą. Bo wiele sklepów będzie zamkniętych, m.in. Auchan, Biedronka i Galeria Centrum.

    Alfred Bujara, szef "Solidarności" pracowników handlu, namawiał dziś kasjerów i magazynierów z poszczególnych sieci, by przyłączyli się do strajku. Jak dotąd przekonał tylko Real. Nie wiadomo, jak zachowa się Carrefour. Z informacji, które podawano w mediach, wynika, że Tesco będzie pracować normalnie.

    Nawet jeśli dojdzie do strajku w kilku sklepach, nie oznacza to, że nie będzie można w nich zrobić zakupów. Związkowcy planują bowiem przeprowadzenie tzw. strajku włoskiego. Polega on na bardzo skrupulatnym wykonywaniu obowiązków służbowych. Kasjerzy mogą więc przeliczać resztę po kilka razy albo wpisywać ręcznie numery kodów kreskowych zamiast je skanować. Chodzi o to, by zrobiły się kolejki, a właściciele sklepów mieli mniejszy utarg.


  • Strajk w Boże Ciało wątpliwą metodą, choć cel słuszny

    źródło: www.dziennik.pl; 2007-06-03


    "O wolne od handlu niedziele i święta powinniśmy walczyć, ale pozostaje otwarte pytanie, czy strajk jest dobrą metodą na tę walkę" - uważa arcybiskup Tadeusz Gocłowski, delegat Episkopatu ds. Duszpasterstwa Ludzi Pracy. W ten sposób hierarcha mówił o jutrzejszym ogólnopolskim strajku "Solidarności" sektora handlowego.

    Handlowcy chcą protestować, bo muszą pracować w niedziele oraz dwanaście najważniejszych świąt państwowych i religijnych. Dlatego "Solidarność" wzywa, żeby w Boże Ciało zastosować tzw. strajk włoski. Polega on na drobiazgowym obsługiwaniu każdego klienta.

    Metropolita gdański przypomina, że dla chrześcijanina niedziela i święta to czas modlitwy, uczestniczenia w mszy świętej, ale także odpoczynku i życia rodzinnego. "Niestety - mówił arcybiskup - w ostatnich latach niedziele i święta stały się czasem handlowania, ludzie spędzają w centrach handlowych swój wolny czas".

    Dlatego metropolita gdański rozumie reakcję handlowców, którzy walczą o prawo do godnego przeżywania niedziel i świąt. Jednak, jego zdaniem, strajk nie jest najlepszą metodą walki.

    Abp Gocłowski jest przekonany, że za parę lat w Polsce tak jak w krajach zachodniej Europy, sklepy nie będą pracować w niedziele i święta. Przypomina, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Niemczech czy Włoszech sklepy w niedziele były otwarte, teraz natomiast są zamykane.

    W Sejmie jest już projekt ustawy, która przewiduje zakaz pracy dla centrów handlowych w niedziele i niektóre święta.


  • Hiperprotest

    źródło: www.wiadomosci.tvp.pl/rzeszow; 2007-06-02


    Lekarze walczą o podwyżki a pracownicy hipermarketów - o prawo do odpoczynku. Chodzi im o święta - takie jak to przypadające jutro - czyli Boże Ciało.
    Beata Bartman



    Klienci Tesco muszą jutro liczyć się z problemami.

    W całej Polsce: sprzedawcy, kasjerzy i magazynierzy dużych sieci handlowych chcą przeprowadzić jutro strajk włoski. Czyli wolno, dokładnie i skrupulatnie obsługiwać klientów. To oznacza- kolejki i nerwy dla kupujących. Na Podkarpaciu do protestu przyłączają się pracownicy niektórych handlowych gigantów.

    Klienci rzeszowskiego oddziału sieci Tesco, muszą się liczyć z wolniejszą obsługą. Pracownicy sklepu są zgodni, że dodatkowy wolny dzień nie jest wystarczającą rekompensatą za przepracowane święto. Sieć Tesco jest jedną z niewielu działających w regionie w których działa związek zawodowy. Solidarność skupia tu 140 czyli połowę pracowników, którzy mogą protestować w takiej czy innej sprawie.

    Związku nie ma w sieci Real czy w hipermarkecie Leclerc. I tam protestu nie będzie. Wśród klientów opinie o żądaniach sprzedawców są podzielone. Większość pytanych przez nas klientów uważa że święta takie jak Boże Ciało powinny być wolne od pracy ale nie są przekonani czy hipermarkety powinny być zamknięte także w niedziele. Nie wszyscy pracownicy dużych sieci musza się upominać o prawo do odpoczynku. Na przykład hipermarkety LeroyMerlin i Auchan nie pracują w Boże Ciało, nie pracowały 11 listopada i 3 maja - w takie dni organizują festyny rodzinne dla swoich pracownik