"S" protestowała w Katowicach przeciwko pracy w Wigilię
Przed katowickim Silesia City Center stanął wigilijny stół. Nie, to nie była pomyłka. To kolejny etap akcji "Nie przehandluj pierwszej gwiazdki".
Prowadzą ją związkowcy z Solidarności. Wcześniej podobne happeningi przeprowadzili w Gdańsku i Warszawie. Jak tłumaczy Alfred Bujara, szef sekcji
handlowej tego związku celem akcji byłoprzypomnienie klientom, aby nie odkładali świątecznych zakupów na ostatnią chwilę i tym samym dali pracownikom
sklepów szansę na przygotowanie wigilijnej kolacji dla swoich bliskich.
W ubiegłym roku taka akcja przyniosła efekt. Po godzinie 14 klientów było w sklepach wyraźnie mniej niż w roku 2009. Skłoniło to część dużych sieci
handlowych do skrócenia w tym roku godzin pracy w Wigilię i o to nam właśnie chodziło. Liczymy, że reszta sklepów za rok zrobi to samo
- mówi Bujara.
Aby skuteczniej przekonać kupujących do swych racji związkowcy rozdawali wczoraj pod Silesią ulotki, do których dołączyli świąteczne opłatki (w ciągu
połtorej godziny otrzymało je 1300 osób).
Aby z kolei "odbić" argumenty o tym, iż właściciele międzynarodowych koncernów handlowych niekoniecznie muszą rozumieć znaczenie polskiej Wigilii
uczestnicy happeningu rozłożyli na stole obrus z napisem: "Tu jest Polska, nie Anglia".
Nie w każdym kraju najważniejszym punktem świąt jest jedzenie indyka i puddingu 25 grudnia. W Polsce najważniejsza jest kolacja wigilijna i pasterka
- przypomina Alfred Bujara.
Wedle informacji związkowców w tym roku o godz. 14 w Wigilię zamknięte zostaną: Biedronka, Lidl, Selgros, Netto, Makro, Praktiker, Intermache i Kaufland.
Carrefour, Decathlon i Real będą czynne do godziny 15, zaśt w Tesco będzie można zrobić zakupy do godz. 16.
Związkowcy mają nowe narzędzie do walki z wyzyskiem
W tej chwili jeden pracownik hipermarketu wykonuje pracę trzech osób. Kasjerki mają wyznaczone limity tempa skanowania artykułów – niewypełnienie normy
godzinnej grozi utratą pracy. Pracownicy nie mają co liczyć na umowy o pracę, powszechnie stosuje się mobbing, który wykańcza ich nerwowo. - Sytuacja
pracowników handlu i ochrony jest najgorsza od ponad 20 lat – podkreśla Alfred Bujara, przewodniczący sekcji handlowej NSZZ „Solidarność”.
22 sierpnia, NSZZ „Solidarność” uruchomiło nowy serwis – hiperwyzysk.pl. Portal ma na celu ochronę pracowników sieci handlowych przed nieuczciwym
traktowaniem. Pracownicy i klienci sieci handlowych mogą umieszczać na stronie problemy i opisywać sytuacje złego traktowania pracowników. NSZZ
„Solidarność” zapewnia, że za pośrednictwem portalu chce pomóc zainteresowanym i poinstruować ich jak łączyć się w związki, by wspólnie zmierzyć się z
problemem. Ponadto inicjatywa ma na celu rozpoczęcie dialogu pomiędzy pracownikami sieci supermarketów, klientami, a kierownictwem marketów. Portal jest
jednym z elementów kampanii „Wsparcie dialogu społecznego w firmach ochrony ora sieciach super- i hipermarketów”.
Na portalu ma powstać mapa sklepów, w których łamane są prawa pracowników. Będzie to sygnał dla klientów, a także i dla zarządu marketów. – Nawet prezesi
sieci handlowych często nie wiedzą, co się dzieje u nich w sklepach. Chcemy by pracodawcy, dzięki stronie hiperwyzysk.pl zobaczyli, jak naprawdę wygląda
sytuacja w ich sklepach – mówi Sebastian Barański z NSZZ „Solidarność”.
W najgorszej sytuacji są pracownicy zatrudnieni za pośrednictwem firm zewnętrznych, którzy już teraz stanowią 70 proc. pracowników super- i hipermarketów.
– Dla pracowników z firm zewnętrznych dni wolne tak naprawdę nie są prawdziwymi dniami wolnymi. Pracownik zatrudniony przez agencję musi być zawsze pod
telefonem, by można było go w każdej chwili wezwać do pracy – opowiada Maria Bem, pomagająca pracownikom organizować się z związki.
Jak podkreślają związkowcy, członkowie NSZZ „Solidarność” są dyskryminowani w pracy. - Brakuje dialogu pomiędzy sieciami hipermarketów a związkami. Co
prawda, rozmowy się odbywają, jednak jest to tzw. „dialog pozorny”, gdyż nie przynosi on żadnych efektów – mówi Alfred Bujara.
Z argumentacją związkowców nie zgadza się Michał Sikora, rzecznik prasowy Tesco Polska. - W naszej sieci pracownik zawsze może zgłosić problem czy uwagę
do kierownika personalnego. W sklepach funkcjonują też kwartalne fora pracownicze, gdzie przedstawiciele poszczególnych działów mogą informować nas o
rożnych sytuacjach, przekazać nam swoje uwagi lub propozycje rozwiązań. Są też fora regionalne. Zależy nam na dialogu, dlatego tez uruchomiliśmy szereg
rozmaitych dróg, by pracownicy mogli dzielić się z nami swoimi uwagami – mówi. - W Polsce panuje fałszywy i niesprawiedliwy stereotyp dotyczący branży
handlowej jako miejsca pracy. Zastanawiam się zatem, czy taki portal nie pogłębi takiej właśnie opinii na temat handlu w Polsce – dodaje Michał Sikora.
Organizacja pracy w Polsce z biegiem lat się zmieniła. – My, jako NSZZ „Solidarność”, nie jesteśmy przeciwni nowemu porządkowi, nie zgadzamy się jednak na
nieuczciwe traktowanie pracowników. Polskie prawo pozwala na rozmaite anomalie i ten fakt wykorzystują pracodawcy z sieci handlowych – mówi Alfred Bujara.
Szanujmy przepracowane kasjerki
Rozmowa z Alfredem Bujarą, przewodniczącym Sekcji Krajowej Handlu NSZZ „Solidarność"
Rz: W tym roku „Solidarność" nie prowadziła spektakularnych akcji wzywających do zmiany godzin pracy sklepów w taki sposób, by ich pracownicy mogli
przygotować w swoich domach święta wielkanocne.
Alfred Bujara: Faktycznie nie było takiej akcji, nie oznacza to jednak, że problem zniknął. Problem ten zostawiliśmy do rozwiązania związkom
działającym w poszczególnych sieciach.
Z jakim skutkiem?
Jest różnie. W części sieci handlowych przyjęto do wiadomości, że ich pracownicy mają potrzeby rodzinne i że wcześniejsze zamknięcie sklepu w przededniu
święta nie spowoduje znacznych strat. Pozytywnym przykładem może być sieć Biedronka. Placówki tego pracodawcy będą zamknięte w Wielką Sobotę od godziny 16.
Podobnie jest w Lidlu. Także część galerii, w których działają sklepy sieci, decyduje się skrócić godziny otwarcia, co automatycznie dotyczy wszystkich
pracujących w nich osób. Niestety, największe sieci na razie nie zapowiadają krótszej pracy, więc ich pracownicy pozostaną na stanowiskach do godziny 18,
jak w każdą normalną sobotę. Do tych pracodawców będziemy kierować nasze akcje protestacyjne przy okazji kolejnych świąt.
Jaka godzina zamknięcia by was satysfakcjonowała?
Generalnie godzina 14 byłaby optymalna, jednak rozumiemy, że handel to biznes, więc godzina 16 też jest przyjmowana przez nas z satysfakcją. Zresztą
podczas naszych pikiet, protestów przed sklepami prowadziliśmy ankiety i sondy wśród klientów. Zdaniem większości po godzinie 14 sklep w okresie
przedświątecznym może być już zamknięty. Przy okazji chciałbym zaapelować do klientów o cierpliwość i wyrozumiałość dla pracowników. Sklepy ograniczają
zatrudnienie, a klientów nie ubywa, więc zdarzają się różne sytuacje, których ofiarą pada przemęczony pracownik.
Wiadomo, że przepisy ograniczające handel w święta są nieprecyzyjne. Od jakiegoś czasu zapowiadacie działania na rzecz ich uściślenia. Miały być rozmowy
na ten temat w Komisji Trójstronnej.
Faktycznie jest potrzeba wprowadzenia zmian. Głównie chodzi nam o wprowadzenie do kodeksu pracy definicji placówki handlowej. Sprawą mieliśmy się zająć
przed Bożym Narodzeniem, ale z różnych powodów Komisja się nimi nie zajęła. Co nie znaczy, że np. strona pracodawców nie chce o tym rozmawiać. Liczę, że
ten temat powróci.
A co z postulatem ograniczenia pracy handlowców w niedzielę? Czy z niego zrezygnowaliście?
Absolutnie nie. Czas pracuje na naszą korzyść. Pamiętamy kontrowersje dotyczące zakazu pracy w święta. Miała być tragedia, brak chleba itp. Okazuje się,
że można obejść się bez wizyty w sklepie w tym czasie. Będziemy chcieli, by handel w niedzielę został ograniczony. Zdajemy sobie sprawę, że nie może to
być działanie radykalne. Liczymy się z tym, że odzyskamy niedzielę dla rodzin handlowców stopniowo. Na początek może zaproponujemy określenie godzin
otwarcia sklepów w tym dniu. Po jakimś czasie być może dojdziemy do tego, że sklepy w niedzielę będą nieczynne. Oczywiście właściciele mogą w nich nadal
pracować, kiedy zechcą.
Solidarność chce podniesienia płacy minimalnej
Solidarność opowiada się za ustawowym podniesieniem płacy minimalnej i powiązaniem jej wysokości z kryteriami ekonomicznymi - zdecydowała komisja
krajowa związku obradująca w środę w Katowicach. Związkowcy zapowiedzieli przygotowanie projektu ustawy w tej sprawie.
Wojciech Gomułka, rzecznik przewodniczącego Solidarności poinformował PAP, że komisja krajowa poparła zgłoszoną przez szefa związku Piotra Dudę koncepcję
przyszłej ustawy. Zakłada ona, że płaca minimalna powinna rosnąć wraz ze wzrostem PKB, dochodząc do 50 proc. przeciętnego krajowego wynagrodzenia. Gdyby
takie założenia teraz obowiązywały, płaca minimalna wynosiłaby w tym roku ok. 1670 zł. Według obecnych przepisów jej coroczną wysokość określa rząd;
minimalne wynagrodzenie za pracę od 1 stycznia 2011 r. wynosi 1386 zł brutto.
Solidarność apeluje o krótszy handel w Wigilię
Solidarność apeluje do pracodawców handlu, by w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia maksymalnie skrócili godziny pracy sklepów.
Około 70 procent zatrudnionych w handlu to kobiety. Na ich barkach w dużej mierze spoczywa przygotowanie wigilijnej wieczerzy. Kolejny rok będą musiały
jednak zadbać o to wcześniej. W te święta pracę skończą dopiero o godz. 16.00, 17.00 a nawet 18.00. Do tego trzeba doliczyć czas na zdanie kasy,
posprzątanie sklepu i dojazd. Do domów dotrą więc ok. godz. 20:00, o ile oczywiście uda im się złapać ostatni autobus czy tramwaj.
Apelujemy do pracodawców o zmianę tej złej praktyki. Skrócenie czasu pracy o godzinę czy dwie to dla nich minimalnie niższe obroty, za to piękny gest
w stosunku do pracowników i korzyść wizerunkowa - mówi szef Alfred Bujara, szef Krajowej Sekcji Handlu NSZZ Solidarność. - Chodzi również o
uszanowanie polskiej tradycji. To nie jest praca, która akurat w tym dniu musi być wykonywana do zmroku.
Podobny apel związek wystosował już w zeszłym roku. Jak mówi Bujara, systematyczna uświadamiająca praca Solidarności przynosi powoli efekty. Widać to
po zachowaniach klientów. - Dostajemy maile i faksy z wyrazami poparcia. W Wigilię sklepy w ostatnich godzinach przed zamknięciem święcą pustkami.
Również część pracodawców handlu popiera związkowe argumenty. Luksus udania się do domu już o godz. 14 mają jednak przede wszystkim pracownicy mniejszych
sklepów. Próba przekonania do tego samego pracodawców z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zrzeszającej wszystkie markety transnarodowe, nie udała
się.
Z danych zebranych przez handlową Solidarność wynika, że większość dużych sieci handlowych skończy w Wigilię pracę o godz. 16.00. Niektóre - tyczy to np.
niektórych marketów Tesco w Warszawie - będą pracować aż do godz. 18.00. Tesco w Tarnowskich czy Katowicach - do 17.00. Tylko nieliczne, jak Real w Bytomiu
czy katowickie Zenit i Skarbek, skończą pracę o 15.00.
Bujarę nie przekonują argumenty, że wcześniejsze zamykanie sklepów oznacza dla sieci duże straty finansowe. - Zawsze znajdą się klienci chętni na
zakupy. Gdyby markety w Wigilię były otwarte do godz. 22., to wtedy też pojawialiby się klienci po śrubkę, buty czy butelkę wódki. Ale przecież nie o to
chodzi. Zysk nie może być celem absolutnym, bo po drodze gubi się cos znacznie ważniejszego.
Jak podkreśla szef handlowej Solidarności, skrócenie godzin handlu w niektóre dni powinno stać się obowiązkiem ustawowym. - Wystarczyłoby, by ujęty w
Kodeksie pracy wykaz 12 dni świątecznych, w których handel jest zakazany, został uzupełniony o dni, w których handluje się krócej: Wigilię czy Wielki
Piątek - uważa Bujara.
Strajk włoski w hipermarketach
Strajk włoski przygotowuje na czwartek w dużych sieciach handlowych sekcja krajowa pracowników handlu Solidarności. Związkowcy protestują przeciw cięciu
kosztów pracy, m.in. przez zastępowanie sklepowych załóg pracownikami firm zewnętrznych.
- Skala tego zjawiska zakrawa ostatnio na patologię - pod względem leasingowych form zatrudnienia w handlu wyszliśmy na pierwsze miejsce w Europie.
Pracownicy z umowami cywilnoprawnymi pracują już nie za dwóch, a za trzech. Musimy o tym mówić, bo dochodzimy do czerwonej linii - mówił we wtorek PAP
przewodniczący Solidarności handlowców Alfred Bujara.
Zaznaczył, że pracownicy marketów mają już dość niekorzystnych dla nich form zatrudnienia i niskich zarobków. Chcą poinformować opinię publiczną o swojej
sytuacji, dlatego w najbliższy czwartek przystąpią do strajku włoskiego - pracując w sposób skrajnie obowiązkowy, zgodnie ze wszystkimi procedurami i
rozdając klientom ulotki.
Protest obejmie wszystkie większe sieci handlowe, jednak nie one będą jego bezpośrednim adresatem. Związkowcy uważają bowiem, że przyczyną sytuacji jest
liberalizacja prawa pracy, a los pracowników sieci handlowych, które nie mogą pozwolić sobie na wyłamanie się z wyścigu o jak najniższe koszty, a co za tym
idzie ceny, zależy od państwa.
- Potrzebne są rozwiązania systemowe - branżowy układ zbiorowy pracy. Dopóki nie będzie takiego układu, sytuacja pracowników sieci handlowych będzie się
pogarszać. A podobnie jak w wielkich sieciach, jest również w mniejszych, gdzie nie działają organizacje związkowe - wskazał szef Solidarności handlowców.
Przypomniał, że jeszcze do niedawna związki alarmowały, że pracodawcy w handlu nie chcą zatrudniać ludzi na czas nieokreślony, tylko zawierają z nimi
wieloletnie umowy na czas określony. Tendencja dotycząca preferowania przez pracodawców umów cywilnoprawnych z agencjami pracy tymczasowej jest jednak -
zdaniem Bujary - zmianą na gorsze.
Kolejnym, coraz większym problemem staje się również przysyłanie przez producentów czy dystrybutorów własnych pracowników, którzy wykładają towar i
wypełniają inne obowiązki. To odbija się na pracownikach zatrudnionych w sklepach, którzy nierzadko są wówczas zwalniani.
Związkowcy wskazują, że koszty pracy ograniczane są również poprzez nakładanie na pracowników coraz to nowych obowiązków. Nie idą za tym jednak podwyżki.
"Większość kasjerek zarabia minimalne wynagrodzenie 1317 zł brutto. Bywa i gorzej. Niektóre panie są zatrudnione np. na sześć ósmych etatu. Na rękę dostają
więc ok. 750 zł - wyjaśnił Bujara.
O tych wszystkich kwestiach związkowcy będą mówić klientom podczas czwartkowego protestu. Odbędzie się on, według Bujary, we wszystkich większych sieciach
handlowych, gdzie działa Solidarność - najsilniejszy związek w branży. Akcja będzie częścią ustanowionego przez Międzynarodową Konfederację Związków
Zawodowych Światowego Dnia Godnej Pracy, który przypada 7 października.
Zamiast wielu etatów jeden multipracownik
Pracownik biurowy marketu, gdy trzeba, wykłada towar i siada przy kasie.
“Kiedy tylko z głośników zabrzmi komunikat lub zadzwoni telefon i usłyszymy: Multiskillerzy [dosł. osoby o wielu umiejętnościach] proszeni na kasy, to
lecimy. A takich komunikatów w ciągu dnia jest pięć” – pisze w liście do “Rz” Ewa, pracownica administracji zatrudniona w sieci Tesco.
Tak markety dbają o komfort klientów po tym, gdy w ramach oszczędności zredukowały zatrudnienie.
Nowe obowiązki
– W Tesco pracujemy jak jeden zespół i staramy się unikać podziałów na osoby z biura i ze sklepu. Pracownicy działów wspierających pomagają kasom w
czasie wzmożonego ruchu klientów. To pomoc czasowa, regulowana odpowiednią procedurą. Wezwanie pracownika np. działu personalnego na linię kas tłumaczą
tylko kolejki – mówi Michał Sikora z biura prasowego Tesco.
“Firma wręczyła nam porozumienia zmieniające, w których został wymieniony zakres naszych kompetencji. I tak, do zwykłych obowiązków dopisała m.in. poprawną
obsługę kasy i terminalu płatniczego, prawidłowe uzupełnianie towarów na półkach” – pisze w liście pracownica.
Potwierdza to firma. Zakres obowiązków zawarty jest w opisie stanowiska pracy. Dla osób pracujących na stanowiskach innych niż kasjer-sprzedawca w opisie
jest także informacja o możliwości wsparcia pracowników linii kas. To jednak jedynie doraźna pomoc dla kolegów z kas, która nie powinna kolidować z
obowiązkami wynikającymi z charakteru określonego stanowiska.
Zgodnie z prawem
– Pracodawca nie łamie prawa, jeśli zatrudnieni zgodzili się za porozumieniem rozszerzyć zakres obowiązków pracowniczych. Gdyby odmówili, pracodawca
musiałby wręczać im wypowiedzenia zmieniające albo przenieść do innej pracy zgodnie z art. 42 kodeksu pracy. W takim wypadku czasowo powierzona nowa
praca musiałaby być zgodna z kwalifikacjami pracownika – mówi Bartłomiej Raczkowski, adwokat z Bartłomiej Raczkowski Kancelaria Prawa Pracy.
Wysoko wykwalifikowany pracownik nie mógłby być zatem wysłany do wykładania towaru. Jeżeli jednak ktoś się na to godzi, to pracodawca może dysponować jego
czasem pracy i dzielić go w zależności od swoich bieżących potrzeb.
Multipracownicy skarżą się także, że nie otrzymują odzieży zmiennej.
– To może być problem dla tych osób, ponieważ rzeczywiście widzę, jak pracują w swoich cywilnych ubraniach, bo firma nie dostarcza im uniformów, w które
wyposażeni są pracownicy na halach. Częściowo jest to im rekompensowane wyższym dodatkiem na pranie – mówi Maria Bem, wiceprzewodnicząca NSZZ “Solidarność”
Tesco. Poza tym związek widzi w działalności multiskilerów tylko koleżeńską pomoc. Z której zyski czerpie firma
Solidarność apeluje o wczesne zamknięcie sklepów w Wigilię
O możliwie najwcześniejsze zamknięcie sklepów w Wigilię zaapelowała do pracodawców Solidarność handlowców. To apel przede wszystkim do dużych sieci
handlowych, by ich pracownicy mogli ten wieczór spokojnie spędzić z rodziną - informuje PAP.
Jak wyjaśnił przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu Solidarności Alfred Bujara, ok. 70 proc. zatrudnionych w handlu to kobiety, na
których barkach w dużej mierze spoczywa przygotowanie Wigilii. Wiele z nich skończy tego dnia pracę dopiero późnym popołudniem, a do domów wrócą -
jak w poprzednich latach - wieczorem.
"Apelujemy do pracodawców o zmianę tej złej praktyki. Skrócenie czasu pracy o godzinę czy dwie to dla nich minimalnie niższe obroty, za to piękny
gest w stosunku do pracowników i korzyść wizerunkowa. Chodzi również o uszanowanie polskiej tradycji. To nie jest praca, która akurat w tym dniu musi
być wykonywana do zmroku" - ocenił Bujara.
Związkowcy przypominają, że pracownicy po zamknięciu sklepów mają jeszcze obowiązki związane np. ze zdaniem kasy i posprzątaniem sklepu. Tymczasem
powinni mieć prawo do spędzenia Wigilii wśród najbliższych. Aby im to ułatwić, "S" prosi jednocześnie klientów, by nie odkładali świątecznych zakupów
na ostatnią chwilę.
Podobne apele Solidarność wystosowała już w ostatnich latach. Według Bujary, już przed rokiem było widać, że akcja powoli przynosi efekty. Widać to
po zachowaniach klientów. "Dostajemy maile i faksy z wyrazami poparcia. W Wigilię sklepy w ostatnich godzinach przed zamknięciem święcą pustkami" -
zaznaczył związkowiec.
Takie argumenty trafiają też do części pracodawców handlu. Wcześniej, np. o godz. 14, pracę kończą jednak głównie pracownicy mniejszych sklepów.
Według Solidarności, próba przekonania do tego pracodawców z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zrzeszającej międzynarodowe sieci hipermarketów,
nie udała się.
Związek odrzuca argumenty, by wcześniejsze zamykanie sklepów oznaczało dla sieci duże straty. "Zawsze znajdą się chętni na zakupy. Gdyby w Wigilię
markety były otwarte do godz. 22, klienci też przychodziliby po śrubkę, buty czy butelkę wódki. Nie o to chodzi. Zysk nie może być celem absolutnym,
bo po drodze gubi się coś znacznie ważniejszego" - wskazał Bujara.
W jego ocenie, skrócenie godzin handlu w niektóre dni powinno stać się obowiązkiem ustawowym. Zdaniem związkowców, wystarczyłoby, by ujęty w Kodeksie
pracy wykaz dwunastu świąt, w które handel jest zakazany, uzupełnić o dni, w których handluje się krócej: Wigilię czy Wielki Piątek.
Z danych zebranych przez handlową Solidarność wynika, że większość dużych sieci handlowych skończy pracę w Wigilię o godz. 16. Niektóre markety Tesco
w Warszawie będą pracować do 18, w Katowicach czy Tarnowskich Górach - do 17. Tylko nieliczne sklepy, jak Real w Bytomiu czy domy handlowe w centrum
Katowic, skończą pracę o 15.
Pracownicy handlu nie protestują, bo boją się zwolnień
Na temat ograniczania zatrudnienia przez sieci handlowe, przerzucania na pracowników przez operatorów skutków spowolnienia gospodarczego -
mówi Alfred Bujara, przewodniczący sekcji handlowej NSZZ "Solidarność".
Jak wygląda obecnie sytuacja pracowników w handlu?
Sytuacja pracowników w handlu się pogarsza z dnia na dzień - z uwagi na kryzys. Pracodawcy wykorzystują obecną sytuację gospodarczą do
asekuracji przed ewentualnymi skutkami kryzysu. Ograniczają koszty, a koszty związane z zatrudnieniem pracowników jest bardzo łatwo ograniczyć,
np. umowy, które były zawarte na czas określony nie są przedłużane.
Mało tego, zero podwyżek lub bardzo minimalne, które przy wzroście cen np. produktów żywnościowych znaczą niewiele. A nie wspominam już o wzroście
opłat za prąd, media itd. Wynagrodzenia wciąż pozostają na poziomie 1000-1400 zł netto. Czy za takie pieniądze można w dzisiejszych czasach wyżyć?
Ci ludzie pracują teraz w bardzo trudnych warunkach.
Czyli pracodawcy zwolnili lub nie przedłużyli umów o pracę z częścią pracowników, a obowiązki spadły na pozostałe w pracy osoby?
Tak. Natomiast często nie słychać głośnych protestów ze strony tych osób, ponieważ boją się one, że zwolnienia obejmą również ich. Często teraz słowo
"kryzys" jest stosowane jako wytrych, który uzasadnia różne, niewłaściwe zachowania pracodawcy.
Z naszych obserwacji wynika, że obroty w handlu w Polsce nie spadły. Więc skoro nie spadły, to dlaczego jeszcze bardziej przykręca się pracownikom śrubę?
Czy w związku z tym rozmawiają Państwo z pracodawcami?
Rozmowy prowadzone są jedynie w Komisji Trójstronnej. Jeżeli chodzi o określenie poziomu wynagrodzeń, to planowane jest ich podniesienie. Niestety są
to wzrosty minimalne, nieadekwatne do wkładu pracy pracowników zatrudnionych w sieciach handlowych.
Zastanawiamy się co możemy zrobić, ponieważ to, że pracodawcy wykorzystują swoją silną pozycję, nie ulega wątpliwości. Nie chcą z nami rozmawiać.
W Polsce nie mamy form nacisku. Jedyną skuteczną jest strajk, ale w dobie kryzysu nie jest to właściwe rozwiązanie, zresztą i tak w naszym przypadku
to rozwiązanie stosowane jest jako ostateczność.
Półtora roku temu wezwaliśmy już pracodawców do rokowań ponadzakładowych, ale odzewu nie ma żadnego.
A jak Pan w tej sytuacji ocenia propozycje rządowe dotyczące nowelizacji ustawy o związkach zawodowych, które maja ograniczyć rolę mniejszych
organizacji związkowych?
W Polsce działa bardzo wiele małych i nieskutecznych związków zawodowych. Na Zachodzie sytuacja wygląda zupełnie inaczej - takiego rozdrobnienia tam
nie ma, dlatego jeżeli chodzi o uregulowanie tej kwestii, to większych uwag nie mam.
Natomiast mam zastrzeżenia co to podniesienia progu, po przekroczeniu którego związki stają partnerem do negocjacji z pracodawcą.
Obecnie Solidarność" musi w danym zakładzie pracy skupiać co najmniej 7 proc. pracowników z całej załogi, a po nowelizacji będzie to od 25 do 33 proc.
W handlu osiągnięcie takiego progu będzie bardzo trudne do zrealizowania, jeżeli nie niemożliwe.
Według mnie trzeba przede wszystkim wzmocnić stronę związkową. Rozmawiać ze związkami na szczeblu krajowym, regionalny jak też na szczeblu podstawowej
jednostki, którą jest zakład pracy. Teoretycznie takie rozmowy w zakładach pracy mają miejsce, ale zwykle są one pozorowane i kończy się zwykle na słowach.
Jeżeli chodzi już o konkretne sprawy, to chciałbym zapytać jakie podwyżki wynagrodzeń chcieliby Państwo negocjować?
To wszystko zależy oczywiście o danej sieci handlowej. Według mnie najniższe wynagrodzenie powinno być na poziomie co najmniej 60 proc. średniej krajowej.
Według Pana, w których sieciach handlowych mamy do czynienia z największymi problemami?
W tej chwili żadna sieć hndlowa się nie wyróżnia, czyli wszędzie są problemy. Chociaż chyba najgorzej jest obecnie w dyskontach.
Lepiej jest tylko w jednej sieci budowlanej, której nazwy nie chciałbym wymieniać oraz w małym handlu.
Metro Group miało wdrażać program zwolnień Shape 2012", co wiązało się ze zwolnieniami pracowników w całej Europie. Jak to wygląda w Polsce?
W Metro nie ma obecnie zwolnień. Jedynie mamy do czynienia z nieprzedłużaniem umów o pracę na czas nieokreślony. Chociaż bardzo łatwo zauważyć
jak sytuacja w marketach tej firmy się zmieniała. Kiedyś mieliśmy do czynienia z kilkoma pracownikami na jednym stanowisk pracy, a obecnie jest najwyżej
jeden.
Które według Pan sieci najbardziej oszczędzały?
Można powiedzieć, że wszystkie, jednak, moim zdaniem, najgorzej wygląda to w dyskontach, a przede wszystkim w Lidlu, ponieważ w Biedronce w ostatnich
czasach zaszło wiele pozytywnych zmian - chociaż dochodzi tam wciąż do różnych incydentów.
A Tesco, jak wygląda sytuacja w tej sieci w porównaniu z innymi?
W Tesco doszło w ostatnim czasie do podwyżek wynagrodzeń, ale też niestety w skali minimalnej. Sieć ta wyróżnia się również w tym, że mamy
tam dosyć silne związki zawodowe.
NSZZ "Solidarność" podpisało porozmienie z Tesco
Zarząd sieci Tesco Polska oraz OZ NSZZ Solidarność - największa organizacja związkowa przy Tesco Polska, podpisały porozumienie w sprawie
wzrostu wynagrodzeń w firmie w 2009 r.
Pomimo narastającego kryzysu dojdzie do wzrostu wynagrodzenia zasadniczego dla pracowników podstawowych w sklepach o 3 proc., od 1 lipca 2009 r.
Dla pozostałych pracowników w sklepach przyrost wynagrodzeń wyniesie do 3 proc. Ponadto, strony porozumienia uzgodniły zakres dodatkowych
świadczeń pracowniczych, w tym znaczące zwiększenie ekwiwalentu za pranie odzieży roboczej.
Tesco Polska to jedna z największych sieci handlowych w Polsce. Firma posiada 323 sklepy różnego formatu. Obecnie Tesco zatrudnia ponad 27 tys. pracowników.
OZ NSZZ Solidarność przy Tesco Polska to największy związek zawodowy działający w firmie. Obecnie należy do niego około 3 tys. pracowników.
"Solidarność" w Tesco chce natychmiastowych negocjacji
Organizacja Zakładowa Pracowników NSZZ "Solidarność" TESCO wzywa zarząd TESCO do natychmiastowego spotkania.
Komunikat Organizacji Zakładowej Pracowników TESCO NSZZ "Solidarność"
Organizacja Zakładowa Pracowników NSZZ "Solidarność" TESCO wzywa zarząd TESCO do natychmiastowego spotkania. Codziennie spotykamy się z pracownikami w
wielu sklepach w całej Polsce. Oczekują oni natychmiastowych rozmów o podwyżkach płac. Dlatego wzywamy zarząd TESCO do natychmiastowych negocjacji.
Organizacja Zakładowa NSZZ "Solidarność" reprezentuje 2 tys. pracowników z ponad 30 sklepów Tesco w całej Polsce. Jesteśmy największą organizacją
pracowników w tej firmie.
Katarzyna Sawicka - Przewodnicząca Organizacji Zakładowej
NSZZ "Solidarność" Pracowników TESCO.
Oczekiwania "Solidarność" w stosunku do Tesco
Organizacja Zakładowa Pracowników TESCO NSZZ "Solidarność" wystąpiła o 30 proc. podwyżkę (średnio 300 zł netto) dla każdego pracownika.
Komunikat Organizacji Zakładowej Pracowników TESCO NSZZ "Solidarność"
Organizacja Zakładowa Pracowników TESCO NSZZ "Solidarność" wystąpiła o 30 proc. podwyżkę (średnio 300 zł netto) dla każdego pracownika. Otrzymaliśmy już
11,5 proc. podwyżki przede wszystkim dla pracowników kas i pracowników pracujących w nocy. Uznaliśmy jednak, że to jest niewystarczające i dlatego domagamy
się realizacji naszego postulatu, tak aby podwyżki objęły wszystkich pracowników. Uważamy, że pracownicy TESCO zasługują na wyższe płace, dlatego
kontynuujemy rozmowy mając nadzieję na ich pozytywny wynik.
Organizacja Zakładowa NSZZ "Solidarność" reprezentuje 2 tys. pracowników z ponad 30 sklepów Tesco w całej Polsce. Jesteśmy największą organizacją
pracowników w tej firmie.
Katarzyna Sawicka - Przewodnicząca Organizacji Zakładowej
NSZZ "Solidarność" Pracowników TESCO.
"Solidarność" Tesco rozwinie się w Kaliszu?
Kaliska ,,Solidarność'' zamierza utworzyć swoje struktury związkowe w marketach sieci ,,Tesco'', których w mieście jest aż pięć. - Od dłuższego czasu
docierają do nas sygnały, że zatrudnieni w nich pracownicy narzekają na niskie płace i ciężkie warunki pracy. Dlatego chcielibyśmy im pomóc. Do dyspozycji
pracowników ,,Tesco'' oddamy swoich najlepszych prawników i ekspertów z dziedziny ekonomii. To będzie bardzo poważne wsparcie dla tych pracowników,
którzy chcą założyć w marketach związek zawodowy, a nie bardzo wiedzą, jak się za to zabrać - tłumaczy szef kaliskiej ,,Solidarności'', Jan Mosiński.
W czwartek w sklepach będą gigantyczne kolejki
"Solidarność" wzywa pracowników handlu z całej Polski do strajku w Boże Ciało. Ale związkowcy nie namawiają do całkowitego bojkotu pracy w najbliższy
czwartek. Bo wiedzą, że skończyłoby się to masowymi zwolnieniami. Przekonują więc do tzw. strajku włoskiego, w którym np. kasjerzy wydawaliby resztę w
monetach 1-groszowych.
"Solidarność" zachęca do takiej formy protestu, gdzie pracownicy zbyt skrupulatnie wykonują swoje obowiązki. Kasjerzy liczą po kilka razy resztę wydawaną
w groszach, a magazynierzy drobiazgowo wypełniają na zapleczach formalności, zamiast układać towar na półkach. Efekt jest taki, że w sklepach są
gigantyczne kolejki, a na półkach nie ma towaru. Właściciele sklepów tracą klientów i utarg.
Bunt ma przestraszyć władze i zmusić je do zakazania handlu w niedzielę i święta. To dlatego na dzień strajku wybrano właśnie Boże Ciało, kiedy większość
Polaków będzie miała wolne.
"Mamy prawo świętować i mamy prawo spędzać święta w rodzinnym gronie" - napisał w odezwie do pracowników handlu szef sekcji krajowej pracowników
handlu NSZZ "Solidarność", Alfred Bujara. "Oczekujemy przynajmniej wolnych dni podczas 12 najważniejszych świąt państwowych i religijnych" -
dodał Bujara.
"Solidarność" może mieć jednak problem z namówieniem wszystkich do strajku. Wielu pracowników handlu może nie zdobyć się na taką odwagę. Wprawdzie związki
zawodowe istnieją w sieciach handlowych, ale nie mają wielkiego wpływu na zarządzanie firmami. Tam w większości rządzą menedżerowie głusi na skargi
pracowników. Z kolei w mniejszych sklepach nie ma związków chroniących pracowników.
.
Jutrzejszy strajk handlowców skończy się klapą?
Związkowcy chcą strajkować przeciwko otwieraniu supermarketów w święta, tymczasem jutro, w Boże Ciało, właściciele supermarketów je zamkną. Czynne będą
tylko niektóre sieci m.in. Real i Carrefour. Ale np. Auchan czy Biedronka - oskarżana o wykorzystywanie pracowników - dają swoim sprzedawcom wolne.
"Solidarność" staje na głowie, by o jutrzejszym strajku zrobiło się głośno. Protest ma pokazać klientom, że pracownikom marketów nie podoba się
przychodzenie w święta do pracy. Tymczasem wygląda na to, że strajk skończy się klapą. Bo wiele sklepów będzie zamkniętych, m.in. Auchan, Biedronka i
Galeria Centrum.
Alfred Bujara, szef "Solidarności" pracowników handlu, namawiał dziś kasjerów i magazynierów z poszczególnych sieci, by przyłączyli się do strajku. Jak
dotąd przekonał tylko Real. Nie wiadomo, jak zachowa się Carrefour. Z informacji, które podawano w mediach, wynika, że Tesco będzie pracować normalnie.
Nawet jeśli dojdzie do strajku w kilku sklepach, nie oznacza to, że nie będzie można w nich zrobić zakupów. Związkowcy planują bowiem przeprowadzenie tzw.
strajku włoskiego. Polega on na bardzo skrupulatnym wykonywaniu obowiązków służbowych. Kasjerzy mogą więc przeliczać resztę po kilka razy albo wpisywać
ręcznie numery kodów kreskowych zamiast je skanować. Chodzi o to, by zrobiły się kolejki, a właściciele sklepów mieli mniejszy utarg.
Strajk w Boże Ciało wątpliwą metodą, choć cel słuszny
"O wolne od handlu niedziele i święta powinniśmy walczyć, ale pozostaje otwarte pytanie, czy strajk jest dobrą metodą na tę walkę" - uważa
arcybiskup Tadeusz Gocłowski, delegat Episkopatu ds. Duszpasterstwa Ludzi Pracy. W ten sposób hierarcha mówił o jutrzejszym ogólnopolskim strajku
"Solidarności" sektora handlowego.
Handlowcy chcą protestować, bo muszą pracować w niedziele oraz dwanaście najważniejszych świąt państwowych i religijnych. Dlatego "Solidarność" wzywa,
żeby w Boże Ciało zastosować tzw. strajk włoski. Polega on na drobiazgowym obsługiwaniu każdego klienta.
Metropolita gdański przypomina, że dla chrześcijanina niedziela i święta to czas modlitwy, uczestniczenia w mszy świętej, ale także odpoczynku i życia
rodzinnego. "Niestety - mówił arcybiskup - w ostatnich latach niedziele i święta stały się czasem handlowania, ludzie spędzają w centrach handlowych swój
wolny czas".
Dlatego metropolita gdański rozumie reakcję handlowców, którzy walczą o prawo do godnego przeżywania niedziel i świąt. Jednak, jego zdaniem, strajk nie
jest najlepszą metodą walki.
Abp Gocłowski jest przekonany, że za parę lat w Polsce tak jak w krajach zachodniej Europy, sklepy nie będą pracować w niedziele i święta. Przypomina, że
jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Niemczech czy Włoszech sklepy w niedziele były otwarte, teraz natomiast są zamykane.
W Sejmie jest już projekt ustawy, która przewiduje zakaz pracy dla centrów handlowych w niedziele i niektóre święta.
Hiperprotest
Lekarze walczą o podwyżki a pracownicy hipermarketów - o prawo do odpoczynku. Chodzi im o święta - takie jak to przypadające jutro - czyli Boże Ciało.
Beata Bartman
Klienci Tesco muszą jutro liczyć się z problemami.
W całej Polsce: sprzedawcy, kasjerzy i magazynierzy dużych sieci handlowych chcą przeprowadzić jutro strajk włoski. Czyli wolno, dokładnie i skrupulatnie
obsługiwać klientów. To oznacza- kolejki i nerwy dla kupujących. Na Podkarpaciu do protestu przyłączają się pracownicy niektórych handlowych gigantów.
Klienci rzeszowskiego oddziału sieci Tesco, muszą się liczyć z wolniejszą obsługą. Pracownicy sklepu są zgodni, że dodatkowy wolny dzień nie jest
wystarczającą rekompensatą za przepracowane święto. Sieć Tesco jest jedną z niewielu działających w regionie w których działa związek zawodowy. Solidarność
skupia tu 140 czyli połowę pracowników, którzy mogą protestować w takiej czy innej sprawie.
Związku nie ma w sieci Real czy w hipermarkecie Leclerc. I tam protestu nie będzie. Wśród klientów opinie o żądaniach sprzedawców są podzielone. Większość
pytanych przez nas klientów uważa że święta takie jak Boże Ciało powinny być wolne od pracy ale nie są przekonani czy hipermarkety powinny być zamknięte
także w niedziele. Nie wszyscy pracownicy dużych sieci musza się upominać o prawo do odpoczynku. Na przykład hipermarkety LeroyMerlin i Auchan nie pracują
w Boże Ciało, nie pracowały 11 listopada i 3 maja - w takie dni organizują festyny rodzinne dla swoich pracownik